» SZUKAJ
» FAQ
» ALBUM
» UŻYTKOWNICY
» REJESTRACJA
» REGULAMIN




Poprzedni temat «» Następny temat
Tropikiem w trasie po Staropolskim Okręgu Przemysłowym 2016
Autor Wiadomość
rastuch 
Młody tata


Motocykl: Es 250/1; Tophy+kosz
Pomógł: 58 razy
Wiek: 33
Dołączył: 05 Mar 2006
Posty: 2575
Skąd: Poznań/Koło
Wysłany: 2017-02-23, 19:39   Tropikiem w trasie po Staropolskim Okręgu Przemysłowym 2016


Czasem wierzymy w to, że zajęcza łapka przyniesie nam szczęście, wierzymy w moc 7ki czy też namiętnie szukamy 4-listnej koniczynki. Słonie z podniesioną trąbą, podkowy czy tez grosik na szczęście. Z drugiej zaś strony nie chodzimy pod opartą drabiną, boimy się 13ego w piątek czy tez spluwamy przez lewe ramię jak czarny kot przejdzie nam drogę.
Innym razem winy upatrujemy w magicznej mocy pełni księżyca.....


Tak jak to zawsze ma miejsce i tym razem mieliśmy wyjechać jakoś przed południem. Niestety zlepek różnych różności życiowych spowodował, że na rumaki wsiadaliśmy ok 16:30. Trasa 150km do Białej to nie jakiś wielki wyczyn także spokojnie w planach dojazd na 20 i sączenie piwka przy ognisku. Zycie dość mocno zweryfikowało plany, jednakże po kolei....
Motocykle spakowane.


My uśmiechnięci


pamiątkowe foto licznika

no i w drogę
Jechało się bardzo przyjemnie. Trasa znana z poprzednich wyjazdów, słoneczko delikatnie muskało twarz powoli kłaniając się ku zachodowi. Pierwszy przystanek po jakiś 10km. Jaskółka zaniemogła coś z hamulcem.

Po krótkiej regulacji można było jechać dalej.


Po przejechaniu ok 30km trasy zerknąłem w lusterko i zauważyłem jak lampa Jaskółki zaczyna migać i tańczyć po całej szerokości ulicy.- z ust wyrwało mi się soczyste KUR#@$% MAĆ!! W myślach wiedziałem już co mogło się stać . Gdy zawróciłem i podjechałem przypuszczenia moje się sprawdziły.
Na szczęście powietrze zeszło tylko z dolnej części koła :mrgreen:

Zakasaliśmy rękawy i do roboty.


Markowski w autobiografii śpiewał "...z gryfu został wiór..." w naszym przypadku to samo trafiło dętkę.
Wyjąłem zapasowa dętkę

Poskładaliśmy wszystko i można było jechać dalej.

Gdzieś w okolicach Łasku (70km trasy przejechane i tyle też przed nami) sytuacja znów się powtórzyła.

Kilka minut po godz. 20tej, dookoła ciemnica - ogólnie nie za ciekawie.
Wyjście było tylko jedno.
Stanęliśmy na oświetlonym poboczyu (niedaleko jakiejś fabryki/zakładu ?), rozczepiliśmy Tropika od przyczepki i ja z Magda dawaj 70km do domu po lawetę.

Jechało się dość przyjemnie, droga pusta i znana(przecież pokonywałem ja zaledwie godzinkę temu tyle też ze w druga stronę).
Chwilę po 22giej zładowaliśmy na warsztacie.

Szybkie dopięcie przyczepki do auta

Ja odkręciłem koło od wózka bocznego ,w którym to siedziała 3,5x16 z PEWNĄ dętka i oponą. Wpakowałem to do bagażnika, motor na przyczepkę i dawaj do naszych rozbitków.
Zajechaliśmy o 0:30.
Rozpakowanie tropika, przepakowanie jaskółki i dalej w drogę.


Pomyliłem trochę trasy prze co wylądowaliśmy na autostradzie gdzie nawigacja zgłupiała i trochę pobłądziliśmy, ale szczęśliwie na teren zlotu udało nam się dojechać po godz 3ej.
Jak widać znalazła się jeszcze ekipa powitalna


szybkie rozpakowanie, powkładanie bambetli do domku i zasłużone piwko o

i sen.
Po 2 godzinach zadzwonił budzik. Dawno już nie musiałem tak szybko wyspać się przez 2 godziny. Podczas gdy na obozowisku wszyscy jeszcze przekładali się z boku na bok ja zająłem się pękniętą dętką.

W ruch poszło jaskółkowe koło oraz to, które zabrałem od swojego wózka.

Wentylki, fartuchy, łyżki i cała ta gumiasta biżuteria.

Koniec końców chyba mam cię gagatku.

Bąbelkowa kontrola potwierdziła diagnozę.

Przydał sie prezent, który kiedyś dostałem od Marka. => Dzięki

Dętka sklejona i sprawdzona wylądowała z powrotem pod pokrywę w Tropiku, jako zapas.
W międzyczasie zbudził się tato i wspólnie poskładaliśmy przyczynę wczorajszych nieciekawych przygód.

Czajnik gwiżdże więc pora wstawać

i wszamać śniadanko na prowizorycznym stole

tu tez pojawił się problem - nas była czwórka, a kubków tylko 3. Jednakże potrzeba matką wynalazków

Wyjazd na wycieczkę miał wyruszyć o godz 9tej jednakże wczorajsze przygody oraz dzisiejszy powrót do normalności z jaskółką spowodowały godzinne opóźnienie w odjeździe, za które wszystkich uczestników przepraszam. (a stawili się punktualnie) Niestety - siła wyższa.


Dowiedziałem się także, że na spotkanie dotarła także dwuosobowa ekipa z Danii, której tez nie ominęły przygody i ostatecznie końcowa część trasy pokonali na lawecie - padło Vape w ES 150.

Motocykl nareperowany, brzuszki pełne, więc można dołączyć do ekipy czekającej na wodzireja i jazda w drogę.
Jeszcze tylko księgowa dokumentacja

Plan trasy
https://www.google.pl/map....357894!1m0!3e0
Pierwszy postój oblężenie Orlenu czyli innymi słowy tankowanie.

Podczas gdy jedni poili maszyny inni fundowali im kuracje powietrzne.

Po tych wszystkich zabiegach azymut na Maleniec i znajdujący się tam Zabytkowy zakład Hutniczy.
Jadąc trasa zauważyłem kamienny obelisk znajdujący się na polu. Nie był on w planach trasy jednakże nic nie stało na przeszkodzie by przyjrzeć się mu bliżej.

Bolesław Aleksander Odrowąż-Szukiewicz vel Bolesław Ranicki pseud. „Bystrzec” był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, oficerem Armii Krajowej, podporucznikiem artylerii, cichociemnym. Odznaczony Krzyżem Walecznych – czterokrotnie, w tym raz pośmiertnie 3 maja 1943 roku i Srebrnym Krzyżem Zasługi z Mieczami.

W czerwcu 1940 roku przedostał się z do Wielkiej Brytanii, gdzie został przydzielony do 1 Dywizjonu Artylerii Lekkiej 1 Brygady Strzelców i Szkoły Podchorążych Artylerii.
Po konspiracyjnym przeszkoleniu w dywersji został zaprzysiężony 26 października 1942 roku w Oddziale VI Sztabu Naczelnego Wodza. Zrzutu dokonano w nocy z 16 na 17 lutego 1943 roku w ramach operacji „Saw”. Odrowąż-Szukiewicz zginął (w wieku 27 lat)śmiercią spadochroniarza na skutek niecałkowicie otworzonego spadochornu z powodu bardzo małej wysokości i dużej szybkości samolotu.
Dokładne miejsce zrzutu nie jest znane. Ciało poległego skoczka zostało złożone w lesie w okolicach Kamockiej Woli. W 1967 roku dokonano ekshumacji ciała, po czym pochowano ppor. Bolesława Odrowąża-Szukiewicza na cmentarzu cholerycznym w Opocznie w indywidualnej mogile (umieszczonej pod murem cmentarnym).
Fajnie, gdyż cały ten przystanek uaktywnił małą lekcję historii, dzięki której przez tą chwilę każdy z podróżników podrzucił kilka ciekawych wojennych tematów, faktów i polityki tamtych lat.

Czas się zwijać i ruszać dalej.

Moja nawigacja (celowo :mrgreen: ) tak nas poprowadziła, że ani się obejrzeliśmy a przejechaliśmy tysiące kilometrów lądując w upalnej Afryce.
MZtka da radę :wink:

Pamiątkowe grupowe foto odkrywców.

Mnie udało się uchwycić całą operacje grupowego zdjęcia od kuchni

W Afryce upal, więc czas jechać dalej. I tak drogą na wskroś dziurawą (odzwierciedlająca stan tutejszego drogowego budżetu) udało nam się dojechać do Maleńca.



Zakupiliśmy bilety i bardzo sympatyczny przewodnik oprowadził nas po zakładzie.

Kasztelan łukowski Jacek Jezierski ( jeden z najaktywniejszych przemysłowców II połowy XVIII w.,) znany ze swej działalności publicystycznej i politycznej.
Zakupując dobra Cieklińskie w 1782 r. za najdogodniejsze miejsce do budowy nowej fabryki żelaza uznał tereny wsi Maleniec, w pobliżu której przebiegał trakt drogowy, wiodący od Warszawy do Krakowa przez Raszyn, Nowe Miasto, Opoczno, Końskie, Małogoszcz i Żarnowice. By wykorzystać wody przepływającej w pobliżu rzeki Czarnej do napędzania kół wodnych, usypano groblę o długości 1630 m, którą poprowadzono drogę znaną jako „Trakt (gościniec) kasztelański”. W ten sposób powstał staw o powierzchni 20 ha, znany jako Jezioro Malenieckie, stanowiący rezerwuar wody dla malenieckiej fabryki żelaza.

Sama fabryka stanowiła kompleks kilkunastu zabudowań, obejmujących 8 fryszerek z młotami do przekuwania żelaza, poruszanymi wodą „po dwa koła do każdego komina”, a także tartak o kilku piłach z „przydatną maszyną do świdrowania dziur w kołach” oraz „machiny do dźwigania w górę ciężarów i wyrywania drzew z korzenia”. Fabryka pracowała w ścisłym powiązaniu z innymi warsztatami i obiektami przemysłowymi należącymi do Jezierskiego. W Maleńcu fryszowano żelazo, wytapiane z miejscowych rud w Miedzierzy, gdzie od 1779 r. funkcjonował wielki piec, będący kompleksem kilkunastu budynków i urządzeń. Tworzyły go prawdopodobnie: 2 fryszerki, magazyny węgla drzewnego i rudy żelaza oraz tłuczka do jej rozkruszania, piec rusztowy do przepalania (prażenia) rudy, miechy, urządzenia hydroenergetyczne (upusty, staw, koła wodne) oraz domostwa dla robotników piecowych i majstra piecowego. Budowę kolejnych dwóch wielkich pieców rozpoczął kasztelan około 1799 r. Jeden z nich uruchomiony został w 1804 r. w Cieklińsku, ale już przez następnego właściciela dóbr-księcia Jerzego Karola von Hessen Darmstadt, który stał się również właścicielem wytwórni kos, jaką kasztelan założył w leżącym niedaleko Miedzierzy Świnkowie. W tym okresie przy malenieckiej fabryce żelaza działał również piec stalowy. W okresie Księstwa Warszawskiego maleniecka fabryka żelaza była jedną z wielu podobnych prywatnych zakładów działających na terenie ówczesnego powiatu koneckiego.


W ciągu ponad 180-letniej działalności malenieckiej fabryki żelaza zmieniały się nie tylko cykle wytwórcze, ale również asortyment produktów, jakie w niej wytwarzano. Obejmował on produkty własne w całości wytwarzane na miejscu oraz półfabrykaty, które przetwarzane były na bardziej zaawansowane produkty w miejscowych zakładach metalurgicznych

Na początku produkcji miejscowego żelaza wyrabiano m.in. naczynia gospodarcze i stołowe, a także kosy, łańcuchy, kosy, piły, toporki, pilniki, żelazka, młynki do kawy, zgrzebła, siekierki, łopatki blaszane i kute ręcznie gwoździe (łatniaki, bratnale wielkie i średnie, półbratnale, szudelniaki). Znaczne ilości tych produktów było sprzedawanych w Warszawie, w specjalnych magazynach przy Krakowskim Przedmieściu i przy ulicy Senatorskiej. W kolejnych dziesięcioleciach w Maleńcu wytwarzano również gwoździe cięte z blachy, odkładnice do pługów i lemiesze. W 1844 r. roczna produkcja fabryki wynosiła 320 ton blachy, gwoździ oraz innych wyrobów żelaznych.

Dziś Muzeum Techniki w Maleńcu jest jednym z nielicznych tego rodzaju obiektów na terenie Europy. Zgromadzone w nim eksponaty i urządzenia są dowodem niezwykłej innowacyjności i pomysłowości poprzednich pokoleń.

Co ciekawe wszystkie te urządzenia są sprawne. Choć dziś nie są już napędzane wielkim kołem młyńskim a uporządkowanym ruchem ładunków elektrycznych w gwarze potocznej zwanych prądem.
FILM https://photos.google.com/share/AF1QipMpSFzdNlUxeZvgbthIo69YUoBJWZ0hz3mgfIkTx3M3wWKYqS5aD1Nx_AJc-khlDQ/photo/AF1QipN2jg9FByBHwOI1QfdnJ8_NUKeaVH3rG5Df1OY?key=RFBxOURocWpoSlhuM1JfdGxXWFY1MzJpOHZXeVRB
Film tak naprawdę nie oddaje tego huku, trzęsącej się ziemi czy tez mnogości pasów transmisyjnych kręcących się w tę czy też w tamtą stronę.
Nasze przybycie oraz widok poczciwych rumaków zaparkowanych przy budynku spowodowały, iż sam Pan Dyrektor owego muzeum przybył do nas na delikatną pogawędkę o rysie historycznym niniejszego zakładu. W ramach gratisu i ciekawostki zaproponował nam także obejrzenie filmu – kilkunastominutowego odcinka Kroniki filmowej traktującego o Malenieckim zakładzie.
Jak widać publiczność ochoczo zgromadzona czekała na pierwsze czarno – białe klatki dokumentu.


Nastrojowa melodia oraz specyficzny głos narratora WFDiF pozwolił, choć mentalnie przedostać się do owych czasów.
Niestety film ten nie jest dostępny w powszechnym obiegu na serwerach YT czy podobnych. W związku z powyższym dla tych, co nigdy takowej kroniki nie widzieli podsyłam linka, aby zasmakować trochę owego klimatu https://www.youtube.com/watch?v=HOsrUUu3hKI
Ja, jako ciekawostkę techniczną wrzucam zdjęcie koła zębatego z drewnianymi zębami, które bez specjalistycznej dentystycznej wiedzy można naprawić w 5 min w przypadku jego uszkodzenia- banalnie proste i skuteczne.

No nic miło się gawędzi i fajnie zwiedza jednakże nas czas goni, więc powoli trzeba ruszać. Co po niektórzy wybrali inny środek lokomocji.

My tymczasem zakupiliśmy sobie magnes na lodówke, który wraz z innymi dzielnie podtrzymuje radosną twórczość naszych pociech.


Ja nie zdawałem sobie sprawy, iż w ten sam dzień przyjdzie mi wrócić na teren zakładu i to jeszcze dwukrotnie.
_________________
Tropiciel w zaprzegu=> http://www.borntoride.pl/...b_l_1%20143.jpg
Część stadka => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=rastuch i tu=> http://forum.mz-klub.pl/v...ight=rastuchowa
Niunia => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=syrenki
 
     
rastuch 
Młody tata


Motocykl: Es 250/1; Tophy+kosz
Pomógł: 58 razy
Wiek: 33
Dołączył: 05 Mar 2006
Posty: 2575
Skąd: Poznań/Koło
Wysłany: 2017-02-23, 19:40   

Podczas gdy wszyscy pakowali się do wyjazdu i parkowali rumaki już poza brama

Jaskółka,stanowczo powiedziała „nie i koniec”. Kopanie, głaskanie i czułe słówka nie dawały rady. Pozostała wersja typowo siłowa, która po paru metrach poskutkowała i w końcu zagadała.

I nie pytajcie mnie czemu to ja siedzę na motorze a Tato pcha :)
Wszyscy kopcą dymkiem z rury więc jedziemy.
Po ok 600m jaskółka zdechła.
Zebrało się konsylium i radziliśmy.



Standardowy paciorek – świeca, iskra, paliwo…… i nic.


Odkręcenie prawego dekla silnika ukazało ogrom zniszczeń.



Najprawdopodobniej doszło do sklejenia się styków regulatora, spalenia bezpiecznika i cewki wzbudzenia lub tez to samo, ale w innej kolejności. Niestety tego typu suwenirów nie posiadaliśmy przy sobie.
Podczas gdy my drapiąc się po głowach dedukowaliśmy, co by tu zrobić


kilkanaście metrów wcześniej gwint głowicy zapłoną wielką miłością do świecy, która siedziała w jednej z TSek. Miłość to była zacna i wielka


Wsadzenie nowej świecy (być może o innej orientacji?) doraźnie załatwiło sprawę
W tym samym czasie przy Jaskółce dał się słyszeć głos:
- Hej a może by ja tak zaciągnąć do tego zakładu w Maleńcu, tożto tylko kawałek
- A ma ktoś linkę?

Co było dalej możecie się domyśleć.

Pan z recepcji zdziwił się, że wróciliśmy w taki a nie inny sposób, jednakże nie widział przeciwskazań, aby ta ranna ptaszyna przezimowała tu przez następne kilka godzin, po których to wrócimy po nią i przetransportujemy na przyczepce na zlotowisko – chyba mam jakieś deja vu – przecież to samo miało miejsce kilkanaście godzin wcześniej tyle, że w bardziej ciemnych okolicznościach.
Jaskółkowa ekipa z uśmiechem przetransportowała się na tylne siedzenie samochodu, którym poruszali się MZciarze. Wszak to WYJĄTKOWO DUŻE STADO :D

i można było ruszać w dalszą drogę – kierunek Sielpia.

Muzeum Zagłębia Staropolskiego w Sielpi to jeden z najcenniejszych, pod względem historycznym, zabytków przemysłowych w kraju i Europie.



Zespół walcowni i pudlingarnii wraz z osiedlem fabrycznym wybudowano z inicjatywy Stanisława Staszica i Ksawerego Druckiego-Lubeckiego. Pierwszy plan z roku 1821 przewidywał wybudowanie młotowni "fryszerskiej" na 16 młotów. Do roku 1830 wykonano spiętrzenie rzeki Czarnej Koneckiej, kanał o długości ośmiu kilometrów odprowadzający wodę roboczą, budynek administracyjny oraz kilka budynków gospodarczych. W roku 1835 budowę przejął Bank Polski i do 1841 roku wzniósł zakład walcowni i pudlingarni wraz z osiedlem na 29 domków dla robotników fabrycznych, prawdopodobnie według planów budowniczego Karola Knake.

Wielkie żelazne koło wodne o średnicy ponad 8 metrów projektu Filipa de Girarda, poruszane siłą spadku wody napędzało fabryczne maszyny.

Było to pierwsze w Polsce i jedno z pierwszych w Europie rozwiązanie techniczne na taką skalę. Rudę do zakładu w Sielpi wydobywano w okolicach wsi Kawęczyn (obecnie miejsce gdzie wydobywano rudę zwie się "kopalnia").


Wydobytą rudę przetapiano w wielkich piecach a otrzymane żelazo przetapiano w miejscowej walcowni i pudlingarni na stal. Rocznie, około trzech tysięcy ton wyrobów stalowych opuszczało zakład w Sielpi. W drugiej połowie XIX wieku zakład podupadł na skutek m.in. braku surowca, zmniejszenia się powierzchni lasów , gdzie wypalano węgiel drzewny niezbędny do procesu produkcji oraz w wyniku wzrastającej konkurencji zakładów pracujących w oparciu o węgiel kamienny w Zagłębiu Dąbrowskim.



Zakład pracował do 1921 roku, a w 1934 roku przekształcono go na placówkę muzealną. W okresie II wojny światowej muzeum zostało zdewastowane, okupant wywiózł z niego 72 wagony żelaza, urządzeń i wyposażenia.

Zakład odremontowano w latach 1956 - 1959, a w 1962 roku muzeum oficjalnie reaktywowano jako Muzeum Zagłębia Staropolskiego (filia Muzeum Techniki Naczelnej Organizacji Technicznej w Warszawie).

W zabytkowych halach fabrycznych znajdują się eksponaty metalurgiczne, głównie maszyny i urządzenia, pozyskane z całej Polski, które swą świetność przeżywały w XIX wieku.


Co ciekawe większość z nich jest sprawna, co też mogliśmy zaobserwować osobiście.
FILM
https://photos.google.com/share/AF1QipMpSFzdNlUxeZvgbthIo69YUoBJWZ0hz3mgfIkTx3M3wWKYqS5aD1Nx_AJc-khlDQ/photo/AF1QipMd8SppV79BMVyLi6c908yZge5pceE-Ehbu33o?key=RFBxOURocWpoSlhuM1JfdGxXWFY1MzJpOHZXeVRB
Plan wycieczki obejmował jeszcze jedną atrakcję, jednakże ekipa wycieczkowa zgłodniała już na tyle że trzeba było poszukać jakiegoś szamanka.(MÓWIŁEM WZIĄŹĆ BUŁKI !!!) :baba: Podczas gdy wszyscy rozeszli się szukając jakiejś „miski do opędzlowania” my wyjęliśmy z kuferka pieczonego kurczaka, który w takich okolicznościach przyrody

smakował naprawdę zacnie.
Mnie natomiast przypomniały dawne czasy (szeroko pojętej kawalerki), kiedy to Jaskółką udałem się do Końskich i nad to jeziorko by ze studencką bracią spędzić weekend. Oj dawno to było, dawno…

Kiedy już wszyscy skonsumowali to, co mieli skonsumować zawinęliśmy się i kierowaliśmy w stronę zlotowiska. Droga minęła dość sprawnie i bez przygód. Zahaczyliśmy jeszcze po to, co komu potrzeba do biedronki i ok godz. 19tej zameldowaliśmy się z powrotem na miejscu.

W czasie, gdy jedni raczyli się browarkami, a inni zmieniali prądnice na 6V w Duńskiej MZ

szukając tym samym brakujących żarówek,


my zapieliśmy przyczepkę do auta i ruszyliśmy po Jaskółkę. Ponieważ w jedną stronę mieliśmy ok 50km późnym wieczorem wróciliśmy ze zdobyczą na pace.
Zmęczeni byliśmy tym całym dniem jak i poprzednim z bardzo krótką nocą. Szybkie piwko przy ognisku, kiełbacha, parę rozmów i czas na lulu.
Foto licznika na koniec dnia.

Poranne pakowanie, pożegnania i czas się zwijać i do następnego.
Droga powrotna bez przygód. Cisza i spokój choć temperatura nie należała do najkorzystniejszych dla motocyklisty.
Suma summarum coś tam na liczniku wzrosło.



Spalone prądy w jaskółce stały się ostatecznym bodźcem do tego, aby w końcu zainwestować w 12V. Co z tego wyniknie dowiecie się w odpowiednim dziale.

P.S.
A i jeszcze jedno

Duńczyki pożyczyli prądy, w zielonej TSce zmieniono głowicę na mniej kochliwą i takim to sposobem powyższy egzemplarz trafił do domu na pace. Zarówno Poczta Polska jak i przesyłki międzynarodowe działają sprawnie tak tez po kilku dniach wszystkie fanty pożyczone fanty wróciły do prawitego właściciela. Za braterską i uczynną postawę kłaniam się w pas browarek


Dzień wyjazdu na zlot 16 września - księżyc w pełni
_________________
Tropiciel w zaprzegu=> http://www.borntoride.pl/...b_l_1%20143.jpg
Część stadka => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=rastuch i tu=> http://forum.mz-klub.pl/v...ight=rastuchowa
Niunia => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=syrenki
 
     
rastuch 
Młody tata


Motocykl: Es 250/1; Tophy+kosz
Pomógł: 58 razy
Wiek: 33
Dołączył: 05 Mar 2006
Posty: 2575
Skąd: Poznań/Koło
Wysłany: 2017-02-23, 19:49   

Przekroczyłem 65 500 znaków i musiałem podzielic relacje :torba":
_________________
Tropiciel w zaprzegu=> http://www.borntoride.pl/...b_l_1%20143.jpg
Część stadka => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=rastuch i tu=> http://forum.mz-klub.pl/v...ight=rastuchowa
Niunia => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=syrenki
 
     
starszy-mz-4 

Motocykl: MZ
Pomógł: 11 razy
Wiek: 60
Dołączył: 21 Kwi 2012
Posty: 308
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-02-23, 20:05   

Witam.Jak zwykle fajna relacja.
_________________
MZ TS 250 1975r
http://fotoo.pl/show.php?...ts-250.jpg.html

MZ ES 250/2
http://zapodaj.net/53da62432f610.jpg.html
 
     
Mario-150 


Motocykl: ETZ 150 '90 sv 650
Pomógł: 5 razy
Wiek: 21
Dołączył: 26 Sie 2011
Posty: 255
Skąd: Siemiatycze
Wysłany: 2017-02-23, 21:07   

Bardzo miło sie czytało :piwo: :piwo: :piwo:
_________________
Jeździć jawą jest jak z kobietą bez cycków ... Pojeździć się da ,ale czegoś brakuje ...
"Wódka jak wódka, smakuje jednakowo - czyli wspaniale" :P
 
     
romanETZ 

Motocykl: MZ ETZ150
Pomógł: 5 razy
Wiek: 51
Dołączył: 24 Cze 2016
Posty: 250
Skąd: Kraków
Wysłany: 2017-02-23, 22:10   

Limit pecha wyczerpany na kilka najbliższych wyjazdów - teraz będzie bezawaryjnie - tego życzę.
Świetna relacja. :piwo:
 
     
borgi 
Borgi


Motocykl: ES 250/0 '59
Pomógł: 20 razy
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 611
Skąd: Kraków/Zabrnie
Wysłany: 2017-02-24, 10:15   

Dzięki bracie za relację :piwo: Normalni ludzie poddali by się i mieli by dość ale nie rastuchy!!! :mrgreen:
Super się czytało i wspominało po śnie zimowym!
_________________
--
Borgi
http://www.motor.eu.org/gallery/
 
     
Milicyjny 


Motocykl: MZETZ251e
Pomógł: 4 razy
Wiek: 52
Dołączył: 08 Gru 2009
Posty: 285
Skąd: Łódź
Wysłany: 2017-02-24, 14:22   

Podziel się wiedza szczegółową- co to za dętki były, które tak szybko kapitulowały w Jaskółce? :roll:
_________________
POLSKI FIAT 125p 1300 MILICJA
FSO 125p KOMBI MILICJA
FSO 125p POGOTOWIE RATUNKOWE
Polonez CARO 1.6 GLE AMBULANS w Muzeum
NYSA 522 WRD MILICJA w Muzeum
MZ ES250/2 TROPHY MILICJA
MZ TS250/1 MILICJA
MZ ETZ 250 MILICJA
MZ ETZ 251e MILICJA
MZ ETZ 250e
 
     
lipton 
Kocham Cię życie.

Motocykl: etz 251 ,gsxr1000
Pomógł: 5 razy
Wiek: 40
Dołączył: 05 Maj 2011
Posty: 709
Skąd: Piaseczno
Wysłany: 2017-02-24, 20:23   

Zamazylo się o zlocie po przeczytaniu tej relacji.browarek sie należy.
_________________
WPI
 
     
rastuch 
Młody tata


Motocykl: Es 250/1; Tophy+kosz
Pomógł: 58 razy
Wiek: 33
Dołączył: 05 Mar 2006
Posty: 2575
Skąd: Poznań/Koło
Wysłany: 2017-02-25, 10:05   

Milicyjny napisał/a:
Podziel się wiedza szczegółową- co to za dętki były, które tak szybko kapitulowały w Jaskółce? :roll:


Możliwe iż były to jeszcze z czasów DDR/PRL. Fajna konkretna guma nie toi co obecne ryżowe produkty.

W naszym przypadku winę za całe te cyrki ponosi wadliwa opona.
_________________
Tropiciel w zaprzegu=> http://www.borntoride.pl/...b_l_1%20143.jpg
Część stadka => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=rastuch i tu=> http://forum.mz-klub.pl/v...ight=rastuchowa
Niunia => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=syrenki
 
     
Dodek 
...

Motocykl: Mz cbr
Pomógł: 88 razy
Wiek: 22
Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 2115
Skąd: Tsa
Wysłany: 2017-02-26, 09:10   

Fajna relacja :piwo:
rastuch, nie myslales nad kupnem opon bezdętkowych? Wiadomo , że jest ciezko z zamontowaniem w nich detek ale ryzyko przebicia maleje diametralnie. :wink:
_________________
Etz 250 -> Sc33 ->Dl650-> F4i +RN09->f4i
 
     
rastuch 
Młody tata


Motocykl: Es 250/1; Tophy+kosz
Pomógł: 58 razy
Wiek: 33
Dołączył: 05 Mar 2006
Posty: 2575
Skąd: Poznań/Koło
Wysłany: 2017-02-28, 09:21   

Dodek, Akurat w moim przypadku winę ponosi nie jakiś gwoździk czy inne cuś co przebiło oponę z zewnątrz a wada opony - nadlew gumy wewnątrz który przecierał dętkę. Opona swoje lata już miała
_________________
Tropiciel w zaprzegu=> http://www.borntoride.pl/...b_l_1%20143.jpg
Część stadka => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=rastuch i tu=> http://forum.mz-klub.pl/v...ight=rastuchowa
Niunia => http://forum.mz-klub.pl/v...ghlight=syrenki
 
     
Bajbus16 

Motocykl: MZ ES 250/1 Jaskółka
Pomógł: 6 razy
Wiek: 70
Dołączył: 23 Sie 2012
Posty: 342
Skąd: Babimost
Wysłany: 2017-02-28, 20:55   

Świetna relacja. Jedna z takich maszyn na pasy transmisyjne, tylko dużo mniejsza z przerobionym napędem na elektryczny, stoi u mnie w garażu i służy do dorabiania drobnych rzeczy innym maszynom. Przeczytałem wyprawę z przyjemnością. Gratuluję.
_________________
MZ ES 250/1, WSK 125, Simson SR2E, Simson SR2, Komar2350, Ogar 200.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Copyright © 2004-2015 MZ KLUB POLSKA
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 14