» SZUKAJ
» FAQ
» ALBUM
» UŻYTKOWNICY
» REJESTRACJA
» REGULAMIN




Poprzedni temat «» Następny temat
Bałkany 2015
Autor Wiadomość
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-25, 19:40   Bałkany 2015

Emocje opadły, czas więc podzielić się przeżyciami. Aby was nie znużyć zbytnio lekturą postaram się wstawiać po dwa dni. Miłej lektury :piwo:

Dzień pierwszy
Niedzielny poranek obudził nas delikatnym słońcem. Dość szybko zrywam się z łóżka, przygotowując ostatnie rzeczy przed wyjazdem. Po śniadaniu razem z Piotrkiem wyciągamy motocykle z garażu i zaczynamy naszą przygodę. Po 20km dojeżdżamy do Złoczewa, tam Piotrek zostaje na stacji benzynowej a ja podjeżdżam do Michallresa po kamerę sportową. Chwilę później jedziemy już po ostatnią uczestniczkę wyprawy Monikę, która dorzuca ostatnie rzeczy do bagażu i w końcu gotowi ruszamy. Pierwszego dnia planujemy dojechać do Mariboru, wybieramy więc trasę w nawigacji przez Nysę gdzie mamy pierwszy postój. Po tankowaniu wybraliśmy się na pizze prosto z pieca, która smakowała świetnie. Trochę tam zmarudziliśmy, więc szybko na maszyny i ruszamy w drogę.
Początki drogi po czeskiej stronie były wyjątkowo strome i kręte. Całkiem niezła rozgrzewka przed jak się później okazało kilkunastoma dniami jazdy po krętych i często wąskich drogach. Dzięki temu, że autostrady Czeskie są dla motocykli darmowe nie musieliśmy szukać stacji aby kupić winiety, więc Czechy przejechaliśmy bez zsiadania z motocykla. Zaraz za granicą z Austrią stanęliśmy aby zatankować nasze maszyny i zakupić winiety. Austrię podobnie jak Czechy przejechaliśmy „na raz” nie zsiadając z motocykla. Do Słowenii dojechaliśmy już dość późno więc gdy już szukaliśmy hostelu w Mariborze było zupełnie ciemno. Pierwszy adres okazał się ślepym strzałem, ale drugi już był dobry. Powitał nas miły ochroniarz jeżdżący VFRką. Szybko do pokoju i czas na kolację, do której popijaliśmy pyszne wino domowej roboty Piotrka. Idziemy spać, jutro czas zobaczyć morze.













_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-25, 19:43   

Dzień drugi

Wstajemy po 8 i powoli zbieramy się na śniadanie wliczone w cenę noclegu. Śniadanie dość skromne, brak warzyw, wszystko popakowane jak na witrynie sklepowej. Nie wybrzydzamy jednak zbyt dużo, bo trzeba się zbierać do dalszej jazdy. O 10 siedzimy już na motocyklach i obieramy pierwszy punkt do zwiedzania, czyli jaskinię w Postojnej. Dojeżdżamy na miejsce, kołujemy jeszcze chwilę po parkingach szukając tego dla motocykli. Przy kasie zostajemy przydzieleni do anglojęzycznego przewodnika i idziemy do wejścia do jaskini. Początek zwiedzania zaczyna się od przejazdu wagonikiem przez kilka większych i mniejszych sal i jam. W dalszej części przewodnik oprowadza po najpiękniejszych i największych salach informując , iż jest to największa otwarta dla turystów jaskinia w Europie. Zwiedza się ją półtorej godziny, więc ubrani w same koszulki zdążyliśmy już trochę zmarznąć.
Po jaskini pojechaliśmy obejrzeć zamek wbudowany w skałę oddalony o 9km od Postojnej. Jako ciekawostkę powiem, że zamku z nigdy w tradycyjny sposób nie udało się zdobyć. Raz jednak skapitulował, po tym jak król siedząc w toalecie został zastrzelony przez łucznika. Szybka fotka przy WC i w końcu kierunek -> Chorwacja a dokładnie Matulji.
Krzysiu H. prowadzi nas przez jakieś malutkie zapomniane przez świat przejście graniczne, gdzie po chwili jesteśmy już po stronie Chorwackiej. Dojeżdżamy do miasta, wymiana złotówek na kuny i zaczynamy szukać kempingów. Cena pierwszego nas przeraża, szukając więc dalej wjeżdżamy na mały parking na stromej drodze. Chwila zawahania i….. leżę razem z Moniką na asfalcie. Jesteśmy cali, jednak w BMW urwało się prawe lusterko które Piotrek chowa do swojej torby. Dojeżdżamy na drugi kemping, ceny jednak podobne. Zrezygnowani już poszukiwaniami zostajemy na trzecim, o cenach podobnych do dwóch poprzednich (czy wszędzie będzie tak drogo?). O 21 wyruszamy w poszukiwania otwartego sklepu do którego dojeżdżamy na oparach benzyny, na szczęście stacja była niedaleko. Wracamy po 22, szybka kolacja i do namiotów. To był długi i męczący dzień…




























_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Dodek 
...

Motocykl: mz cbr
Pomógł: 88 razy
Wiek: 25
Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 2200
Skąd: Mielec
Wysłany: 2015-06-26, 00:05   

Myslałem ze wy jeszcze przed - ale jc super sie czyta :piwo:
_________________
Etz 250 -> Sc33 ->Dl650-> F4i +RN09->f4i
 
     
czochu 
typowy wariat


Motocykl: Gsxr1000 k9,etz251
Pomógł: 22 razy
Wiek: 29
Dołączył: 20 Lip 2009
Posty: 2112
Skąd: Grochowa-Piaseczno
Wysłany: 2015-06-26, 08:56   

Czekam na opis kolejnych dni :) aż żal dupe mi ściska że wyszło jak wyszło i nie mogłem własnym motocyklem z wami pojechać !
_________________
-Jeszcze raz byś mnie pierdolnął młotem w łep >
a bym puścił świnie ! :3
komar>wsk175>mz 250,251>sv650Nx2,1000x3>gsxr1000k6,k8 ,k9> wigry + gsxr 1000 l4> gsxr 1000L9 + mz etz 301
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-26, 21:54   

Dzień trzeci

Poranek zapowiada piękny i upalny dzień. Piotrek wygoniony z namiotu przez słońce leży w cieniu na karimacie, my mieliśmy to szczęście, że padał ciągle na nas cień. Śniadanie jemy w najwyższym punkcie kempingu i już widzimy jak jest pięknie. Pakujemy się szybko i jedziemy obierając za cel jeziora Plitwickie. Najpierw jednak jazda powrotna przez Matulji i okoliczne miasteczka. Są one o tyle ciekawe, że wychodząc z domu leżącego przy drodze wychodziło się prosto na jezdnię. Nie było żadnych chodników. Kilka razy widziałem też schodek na jezdni.
Zaczynamy w końcu jazdę po magistrali, jest pięknie. Nie wiadomo w którym miejscu stawać a które pomijać, wszędzie jest cudownie. Trzeba przyspieszyć, w końcu w planie mamy jeszcze dzisiaj wodospady Plitwickie. Na miejscu jesteśmy już dość późno, więc wybieramy krótką (dwu godzinną) trasę. Woda kryształowa, a wodospady niesamowite, szkoda że nie można się tam kąpać.
Na końcu trasy jest mini ciuchcia która ma nas zabrać z powrotem na parking. Jesteśmy na miejscu o 19 i widzimy jak ciuchcia odjeżdża. Jak się później okazuje już ostatnia tego dnia… No to mamy przed sobą jeszcze blisko godzinę marszu tym razem już drogą asfaltową do parkingu. Na dole jesteśmy około 20. Ruszamy w stronę kempingu który widzieliśmy gdzieś po drodze, zatrzymuje nas jednak właściciel pensjonatu i po krótkiej negocjacji ceny wybieramy jego ofertę. Na miejscu jemy jeszcze grillowaną wieprzowinę przygotowaną przez właścicieli i kładziemy się spać w iście królewskich warunkach.


























_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-26, 21:56   

Dzień czwarty

Naszym dzisiejszym celem jest Sv. Peter pod Zadarem. Po drodze zatrzymujemy się pod poligonem aby zerknąć na mapę, jednak dźwięk karabinów maszynowych szybko nas stamtąd przegania. Dojeżdżamy na miejsce i szukamy kempingu u Josipa. Nigdzie go nie widać, więc po szybkiej negocjacji ceny w innym miejscu rozbijamy namioty z widokiem na morze. Po chwili przyjeżdża facet z pysznymi czereśniami, kupujemy więc po pół kilograma i rozkoszując się widokiem zajadamy nimi na molo.
Spotkaliśmy też na kempingu parę emerytów z Niemiec, którzy przyjechali T3 westfalia. Auto niby nie jest czymś niespotykanym, jednak to miało przejechane od nowości 75tyś km. Stan był oszałamiający, pozazdrościć tylko. Podobno kosztowała 20tyś euro.
Przyszedł też czas na pierwszą kąpiel w morzu. Woda turkusowa i dużo bardziej słona niż w Bałtyku. Pływa się lekko, a nurkując w masce widzę pierwsze ryby, jeżowce i kraby. Pływanie w kaskach jest równie ciekawe, ale nie wygodne.
Wieczorem na nasz kemping przyjeżdża na motocyklach para z Krakowa. Siedzimy więc z nimi do ciemnej nocy opowiadając gdzie co widzieliśmy. Robi się późno, więc zbieramy się do namiotów. Wcześniej jeszcze tylko kolacja na plaży (All inclusive, jemy tyle parówek ile chcemy) i uciekamy spać.
W nocy mewy zrobiły sobie niezłą imprezkę niedaleko naszych namiotów, więc noc była trudna i głośna.

































_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
lipton 
Kocham Cię życie.

Motocykl: etz 251,saxon, gsxr.
Pomógł: 5 razy
Wiek: 44
Dołączył: 05 Maj 2011
Posty: 791
Skąd: Piaseczno
Wysłany: 2015-06-26, 22:36   

Zazdraszczam mocno. :mrgreen:
_________________
WPI
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-27, 15:17   

Wieczorem może nie być czasu więc wstawiam już teraz.


Dzień piąty

Monika nie wytrzymała jazgotu mew i o świcie poszła na spacer z aparatem. Ja poleżałem jeszcze trochę, w końcu jednak niewyspany wygramoliłem się z namiotu. Okazało się, że z drzew oliwnych pod którymi spaliśmy przez całą noc leciał pyłek więc wszystko było teraz żółte. Żółty namiot, żółte motocykle, żółty ręcznik i żółte pranie. Widok na morze jednak wynagradzał wszystko i śniadanie zjedliśmy już uśmiechnięci od ucha do ucha. Około 9 przyszli pożegnać się z nami Karolina i Łukasz, którzy startowali w dalszą trasę. Czuliśmy jednak, że jeszcze się gdzieś spotkamy.
Po spakowaniu wybraliśmy się do Zadaru. Tam na brzegu morza, posłuchaliśmy ukryte w schodach organy grające muzykę zależnie od wiatru i fal. Pospacerowaliśmy jeszcze trochę po mieście, kilka fotek, przy okazji zakup butów do chodzenia we wodzie i czas w dalszą drogę, startujemy na Makarską.
Z ciekawostek: Tego dnia wyprzedził mnie bus na zakręcie, pod górkę, na przejściu dla pieszych, pod szkołą. A niedługo po nim gościu na XJocie w japonkach. W tym momencie przestałem narzekać na polskich kierowców.
Na samym początku Makarskiej wjeżdżamy na duży (ekskluziw) kemping i pytamy o ceny. Ponad 300kun za trzy osoby (około 165zł za spanie w namiocie). Grzecznie więc podziękowaliśmy za tą kuszącą propozycję i pojechaliśmy szukać dalej. Jadąc przez miast drogę zajeżdża nam gościu na skuterze i uśmiechnięty woła po polsku, że ma pokoje :) Zajechaliśmy na miejsce i pytamy o cenę. Pierwsza ich propozycja to 50 euro za trzypokojowy apartament. Jednak szybko doszliśmy do tego, że wystarczy jeden pokój i za 30 eurasów za 3 osoby mieliśmy pokój z klimą, kuchnią, łazienką i telewizorem. Szybkie wypakowano i kurs do sklepu. Po kolacji spacer brzegiem morza i chwila wytchnienia na portowej ławce pod palmami. Jest pięknie, postanawiamy zostać tu jeszcze jeden dzień.




























































ps. Czemu zdjęcia są takie małe? Na innych forach są na szerokość "ramki postowej".
_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-27, 15:18   

Dzień szósty

Z samego rana informuję właścicieli, że chcemy zostać jeszcze jedną noc. Krótkie zamieszanie i już przeprowadzamy się dwupokojowego apartamentu z balkonem na ostatnim piętrze. Pogoda dopisuje, więc wybieramy się na plażę. Plaża jak to na Chorwację przystało kamienista, za to woda rekompensuje wszelkie niedogodności. Dość ciepła, ale najważniejsze że krystalicznie czysta. Dno widać nawet na głębokości około 5m. Dzięki temu po raz kolejny założyłem okulary i przeniosłem się w świat morskiego dna. Niedaleko plaży stały kramy z pamiątkami, więc Monika kupiła lawendowy woreczek i wybraliśmy się na lody gałkowe (kiedyś niebieskie były o smaku smerfów, teraz są podobno o smaku facebooka).
Wieczorem podobnie jak wczoraj wybraliśmy się na przystań, odwiedzając po drodze jedną z restauracji. Kelner odpowiadając piękną polszczyzną zebrał od nas zamówienie, czas spróbować słynne Cevapici. Powiem szczerze, albo kucharz miał zły dzień, albo nie mają smaku tam. Mięso twarde, bardzo słone i smażone na starym tłuszczu.
Wracając już do pensjonatu zauważyłem znajomą XJotkę na krakowskich tablicach, to Karolina poznana wcześniej na kempingu pod Zadarem. Kilka metrów dalej stał Łukasz czekając aż Karolina wróci z zapomnianym interkomem. Krótka wymiana słów i okazuje się, że jadą jeszcze dzisiaj do Dubrownika. Nie zatrzymujemy więc ich i zahaczając po drodze sklep wracamy do pokoi planować kolejne dni.





























_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Michallres 
Zlotowicz


Motocykl: ETZ 251,125, XTZ 750
Pomógł: 7 razy
Wiek: 25
Dołączył: 05 Cze 2011
Posty: 543
Skąd: Złoczew [ESI]
Wysłany: 2015-06-27, 15:36   

Świetna relacja, fotki też super :piwo:
Aż tak teraz patrzę na tą moją kamerkę bo leży koło laptopa i sobie myślę że więcej świata zwiedziła ode mnie hahaha :mrgreen:
Czekamy na filmik :piwo:
_________________
Moje maszyny: http://bikepics.com/members/michallres/

Moje filmiki na youtube: https://www.youtube.com/c...OWNrdPXS8og1W1Q
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-28, 10:37   

Michallres, kamerka spisała się super, jedyny powód czemu nie kupie takiej samej to to, że nie ma obudowy wodoodpornej.

czochu, jako jedyny jesteś usprawiedliwiony :piwo:
_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Michallres 
Zlotowicz


Motocykl: ETZ 251,125, XTZ 750
Pomógł: 7 razy
Wiek: 25
Dołączył: 05 Cze 2011
Posty: 543
Skąd: Złoczew [ESI]
Wysłany: 2015-06-28, 11:48   

Reich, http://allegro.pl/obudowa...5052911816.html
Już możesz zamawiać kamerkę :piwo:
_________________
Moje maszyny: http://bikepics.com/members/michallres/

Moje filmiki na youtube: https://www.youtube.com/c...OWNrdPXS8og1W1Q
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-29, 21:50   

Dzień siódmy
Niewiele przed dziesiątą pakujemy motocykle. W międzyczasie rozmawiamy z właścicielami pensjonatu o naszych planach na kolejne dni. Cel na dziś to Dubrownik, a przed nim kemping Pod Maslimi w Orasac. Adres kempingu znaleziony na jakimś forum, ogólnie opisywany w samych superlatywach. Zajeżdżając na miejsce wcale nie zawiedliśmy się. Czysty zacieniony kemping, obsługa bardzo miła (chyba lubiana przez polaków, bo mnóstwo polskich wódeczek w biurze) a i cena poniżej średniej. Uznaliśmy z Piotrkiem, że zasługują na naklejkę MZ klubu, więc na oknie biura można od tego dnia zobaczyć znajome logo. Podczas rozkładania namiotu miałem tam pierwsze spotkanie z modliszką, która usiadła mi na ręce i przyglądała wybałuszonymi ślipiami. Wypuszczona na listek pomachała nogą i poszła żerować.
Pora była jeszcze dość wczesna, więc razem z Moniką wybrałem się na plażę. Jak się okazało, oprócz plaży był tam też mały port gdzie dzieciaki z molo skakały do wody. Plaża niewielka, kameralna osłonięta wysokim klifem. Woda oczywiście błękitna, ciepła i pełna wszelkiego życia. Gdy już wracaliśmy z powrotem przekonałem się, czemu właściciel kempingu wspominał że można pojechać motocyklem. Plaża może i faktycznie była oddalona o zaledwie 100m, jednak podjazd na pole namiotowe był tak stromy, że zajął nam chyba z 20min.
Około 19 wyjechaliśmy do Dubrownika, pogoda nie zapowiadała żadnych niespodzianek, więc pojechaliśmy „na luzaka” w krótkich spodenkach itp. Gdy już zajechaliśmy na miejsce i w końcu znaleźliśmy miejsce aby zaparkować poszliśmy na stare miasto, gdzie po kilku minutach zaczął padać deszcz. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt że całe miasto jest wyłożone wyślizganymi kamieniami, na których to co róż ktoś trenował pozy rodem z jazdy figurowej na łyżwach. Pora była już późna, więc poczekaliśmy do zmroku. Wtedy miasto dostaje drugie życie, restauracje pełne ludzi, podobnie jak i uliczki. Całość pięknie podświetlona typowym dla Chorwacji żółtawym światłem nadając budynkom dodatkowego charakteru. Wszystko co dobre szybko się jednak kończy, więc po 21 wracaliśmy na nasz kemping oddalony o kilka km od miasta. Jazda tymi krętymi drogami jest ciekawa za dnia, w nocy jednak jest jeszcze lepiej. W pewnym momencie tuż przed zakrętem dwa nietoperze walczące (chyba) ze sobą odbiły się od mojego kasku. Po powrocie siedząc przy piwku dopadła nas nostalgia, to już ostatni dzień w Chorwacji, czy dalej będzie równie pięknie?







































_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-06-29, 21:51   

Dzień ósmy
Z rana rozmawiamy z parą która przyjechała z Polski samochodem. Namawiają nas bardzo na Sarajewo, którego nie było w planach. Chyba się skusimy, w końcu to miał być wyjazd „no plan” ,robimy co chcemy. Pakujemy się więc i ustawiamy nawigację na Trsa w Czarnogórze. Po drodze ostatnie spojrzenie na Dubrownik i już po chwili jesteśmy w Bośni i Hercegowinie. Słońce grzeje nas mocno, a najmocniej nawigację na tankbagu która co trochę się resetuje. Po tankowaniu dojeżdżamy do Czarnogóry i się zachwycamy. Widoki świetne, stajemy więc na jednym z parkingów aby porobić parę zdjęć. Na miejscu stał akurat inny motocyklista, jak się w rozmowie okazało z Iranu. Był to lekarz, który jest w trasie ponad 2 miesiące, bo jak sam mówi nigdzie mu się nie spieszy. Po miłej rozmowie pożegnał się z nami, a my zaczepiani przed dwoje Bośniaków mówiących po niemiecku dokończyliśmy naszą sesję.
Po jakiś stu kilometrach nie wytrzymaliśmy i po raz kolejny stanęliśmy na sesję. Przy okazji okazało się, że oprócz postrzelonych znaków podobne obrażenia mają także kosze na śmieci. Nie chce nam się stąd ruszać, jednak głód przygody każe wsiadać na motocykle.
Dojeżdżamy w końcu do jeziora Piveckiego. Turkusowa woda po środku wielkiego kanionu robi wrażenie. Nasz dzisiejszy cel już blisko, obawiam się trochę że odjedziemy od wody i zrobi się nudno, grubo się jednak myliłem. Zjeżdżamy z drogi krajowej i wjeżdżamy na najbardziej niezwykłą drogę jaką kiedykolwiek jechałem. Kilkanaście kilometrów zbudowane na zboczu góry, przeplatane co trochę tunelami wydrążonymi w skale. Po prawo skalista ściana z kamieniami spadającymi na drogę, a po lewo cudowny kanion i jezioro Piveckie. Jak dla mnie jest to najlepszy punkt całego wyjazdu. Emocje dają o sobie znać, w niektórych miejscach ciężko podjechać na dwójce. Stajemy w końcu gdzieś przy wjeździe do tunelu, czas ochłonąć. Po chwili podjeżdża do nas para na dużym GSie. Oni jednak jechali już w góry na dół. Powiedzieli nam też o drugim kanionie, kanionie rzeki Tara, który podobno ma równie piękne widoki. Chcemy tam jechać! Póki co jednak trzeba znaleźć noclegi. Dojeżdżamy do Trsa, widać 4 domy i jeden bar. Z baru wybiega chłopak i proponuje nocleg w pokojach, lub w „Bungalow” czyli jak to później nazwaliśmy kurnikach. Trzeba być twardym, oglądamy kurniki. Drewniane dwuosobowe domki spełniają aż nadto nasze wymagania, więc po krótkiej negocjacji ceny wypakowujemy się już do nich.
Podczas kolacji dołączył do nas pewien umolny pies, wyglądem przypominający raczej niewielkiego niedźwiedzia niż najlepszego przyjaciela rodziny. W końcu jednak musiał skapitulować i obrywając kamieniem od tubylca uciekł gdzieś w stronę lasu.
Pora jest jeszcze wczesna, więc postanawiamy pojechać do wspomnianego wcześniej kanionu Tary. Chłopaka z baru pytam się jak tam dojechać, pokazuje mi drogę którą powinniśmy po 11km dojechać na miejsce. Po około 20km jazdy wąskimi i krętymi ścieżkami wyczuliśmy że coś jest nie tak, ale przecież nie będziemy się wracać. Powoli zaczęło się ściemniać, więc podkręciliśmy tempo. W końcu jest jakaś droga, tędy wrócimy do Trsa, ale zaraz zaraz, wyjechaliśmy w Bośni? Rozglądamy się, jednak to nie Bośnia a przestrzeń między graniczna. Wracać przez przejście? Jak możemy wracać skoro nie opuszczaliśmy terytorium kraju przez granicę? No ale ryzyk fizyk. Na szczęście celnicy nie zwracają uwagi na nic i wstemplowują nam kolejną pieczątkę wjazdową do paszportów. Zrobiło się zupełnie ciemno, a przez kamienie leżące na drodze i niebezpiecznie. Na jeden z nich Piotrek najeżdża przednim kołem, na szczęście nic się nie stało. Jedziemy brzegiem rzeki Piva, nie ma jednak czasu na oglądanie widoków, trzeba bardzo uważnie patrzeć aby nie najechać na leżące kamienie lub przebiegające wiewiórki. W końcu dojeżdżamy do naszych wymarzonych Bungalołów. Czas aby emocje opadły przy wieczornym piwku (tylko jedno piwo). Gdy kładziemy się spać, słyszę jakiś hałas pod domkiem, okazuje się że to krowa ciupie trawkę pod drzwiami. Czas na sen, jutro kolejna porcja przygód.








































_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
borgi 
Zlotowicz
Borgi


Motocykl: ES 250/0 '59
Pomógł: 20 razy
Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 658
Skąd: Kraków/Zabrnie
Wysłany: 2015-06-30, 13:05   

Pięknie wam! Miło popatrzeć :shock: Dzięki Reich za tą relację :piwo:
_________________
--
Borgi
http://www.motor.eu.org/gallery/
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-07-01, 20:42   

Dzień dziewiąty

Dzień wcześniej dowiedzieliśmy się, że w cenie noclegu jest także śniadanie. Więc około 9 poszliśmy do baru zjeść coś przed drogą. Śniadanie domowe i smaczne, jajeczko sadzone, paróweczki, ser domowy i baleron. A dla chętnych jeszcze słoiczek słodkiego dżemu chyba z agrestu. Po śniadaniu podziękowaliśmy ładnie za nocleg i po raz ostatni przejechaliśmy drogą marzeń do miasteczka. Tam tankowanie i kierunek na Sarajewo. Do granicy jechaliśmy drogą, którą wracaliśmy wczoraj w nocy. Dziś jednak jest ona oczyszczona z zalegających jezdnię kamieni a co najważniejsze oświetlona światłem słonecznym. Jest tam pełno tuneli (na 24km drogi doliczyłem się ich 56), ogromna zapora wodna (to dzięki niej powstało jezioro Piveckie) a także wysoki most. Co tutaj dużo opisywać, trzeba tam być.
Odprawa po stronie Czarnogórskiej przebiega sprawnie, natomiast Bośniaccy celnicy zapatrzeni na dziewczyny przebierające się po spływie kajakowym nie spieszą się do przeprowadzania odpraw. W końcu jesteśmy na terenie Bośni, początek to drogi szutrowe i kiepskiej jakości asfalty, później jednak się to poprawia. Jedziemy cały czas brzegiem Pivy, po lewo przepaść, po prawo skały. Nagle jakieś poruszenie a z przepaści dziarskim krokiem wychodzi krowa i zaczyna ciupać trawkę na poboczu. Stoi przy tym na trzech nogach, bo czwarta cały czas wisi nad przepaścią. Krów jednak było więcej, bo już kilka kilometrów dalej gang czterech muciek opanował jezdnię i kram z domowymi przetworami stojący na poboczu.
Droga się trochę dłuży, aż w pewnym momencie widzę zniszczony znak „uwaga skały” leżący na jezdni podparty kamieniem. Zamyśliłem się nad tym, co on tam robi, aż podniosłem wzrok i zauważyłem, że połowa jezdni jest zasypana skałami. Całe szczęście nic nie jechało z na przeciwka, w innym wypadku byłoby nieciekawie. Trzeba być czujnym.
Dojeżdżamy do Sarajewa, początek miasta nas nie urzeka. Kierujemy się w stronę centrum, jednak im dalej w miasto tym mniej nam się podoba. Taka Łódź, tylko że muzułmańska. Kręcimy się trochę po mieście i w końcu postanawiamy wynosić się stąd. Ale dokąd? Na Balaton? Tak, to będzie nasz kolejny cel, ale dzisiaj trzeba znaleźć nocleg jak najbliżej Węgier. Obieramy więc trasę przez Jajce i Banja Luki. Drogi jednak są bardziej kręte niż wyglądały na mapie i jedziemy dość wolno. Już wieczorem przekraczamy granicę Chorwacką i rozglądamy się za noclegiem. Znajdujemy hotel w okolicach miejscowości Lipiki i zostajemy tam na noc. Po kolacji padam na łóżko jak mucha i już po chwili smacznie śpię. To był długi dzień…


























_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-07-01, 20:44   

Dzień dziesiąty

Po nocy w wygodnych łóżkach czas pakować się w dalszą drogę. Czujemy że ta przygoda powoli się kończy, więc zbieramy nasze rzeczy powoli i bez przekonania. To już też ostatni poranek z Piotrkiem, z którym mamy rozdzielić się zaraz za granicą. Podczas przygotowywania motocykli przyszła do nas właścicielka, proponując kawę lub herbatę przed drogą. Grzecznie jej podziękowaliśmy i wsiedliśmy na nasze rumaki. Okolica mocno różniła się, od wybrzeża kraju. W tej części Chorwacji czuliśmy się bardziej jak u siebie, jadąc przez wsie, lasy i pola. W końcu docieramy do granicy z Węgrami. Zaraz za granicą stajemy aby pożegnać się z Piotrkiem który to wraca już do domu. Rozmowa trochę nam się przeciągnęła, aż w końcu celniczka każe nam już odjechać. Ostatnie wspólne rondo i żegnamy się ostatnim gestem ręki.
Razem z Moniką postanawiamy jeszcze odwiedzić Balaton i Budapeszt, więc ustawiam nawigację na to pierwsze. Wsi o nazwie Balataoncośtam wiele, więc ustawiam pierwszą lepszą (jakąś na samych zachodzie Balatonu) i jedziemy. Po dojechaniu na miejsce stajemy na informacji turystycznej zapytać o nocleg. Niestety mężczyzna w informacji bardzo słabo mówi po angielsku, jakoś udaje mi się z nim dogadać po niemiecku. Po chwili przyjeżdża na skuterze właściciel pensjonatu. Zabiera nas do siebie i tutaj okazuje się, że pomimo wcześniejszych obietnic też nie mówi po angielsku. Jedynie sprechen sie deutsch. Pokoje wystarczające jak dla nas, ale na pewno nie za taką cenę. Wioskę dalej znaleźliśmy pokój u starszej pary, mówiącej naturalnie po niemiecku. Szybkie rozpakowywanie i idziemy w poszukiwania Fast fooda. W nabrzeżnej knajpce zamówiliśmy po hamburgerze, niezdziwieni już chyba tym że nikt z obsługi nie mówi po angielsku. Co więcej, zdaje się że byliśmy jakąś lokalną atrakcją. Ponieważ każdy z obsługi wychodził na zewnątrz z baru aby „przypadkiem” spojrzeć na nas i z uśmiechem na ustach wrócić do środka.
Wieczór choć ciepły, to jednak dość wietrzny. Nie przeszkodziło to jednak niektórym w kąpieli w ciepłej ale brudnej wodzie. Co raz więcej dzieciaków zaczęło się zbierać przy pomostach, wahając się czy wejść do wody. Posiedzieliśmy chwilę wtuleni na ławce, jednak mocny wiatr wygonił nas stamtąd.
Wieczorem spaghetti przyrządzone w kuchni czystszej od sali operacyjnej w polskim szpitalu i do łóżeczka. Wifi brak, więc noclegu na jutro będziemy szukać w okolicach hot spotu lub na miejscu. Dobranoc.




_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Dodek 
...

Motocykl: mz cbr
Pomógł: 88 razy
Wiek: 25
Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 2200
Skąd: Mielec
Wysłany: 2015-07-01, 22:23   

O co chodzi z tym kutasem ?
_________________
Etz 250 -> Sc33 ->Dl650-> F4i +RN09->f4i
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 32
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1619
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2015-07-01, 22:34   

Dodek, po prostu stożek :mrgreen:
_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
dex 


Motocykl: Toffik, XTZ 850 ST
Pomógł: 28 razy
Wiek: 36
Dołączył: 13 Cze 2008
Posty: 1008
Skąd: Wawa - Zamość
Wysłany: 2015-07-01, 23:12   

A ja namierzyłem takiego :D

https://picasaweb.google.com/lh/photo/koFI5WWzhLy_Vo5l_QRhWn_7d4Gl3R_Zjds4D7yEh-w?feat=directlink
_________________
Toffik czeka na więcej uwagi, Tenera wybiera się do makijażystki, a DEXFALIA bryka i co jakiś czas nóżkę złamie...
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Copyright © 2004-2015 MZ KLUB POLSKA
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 13