» SZUKAJ
» FAQ
» ALBUM
» UŻYTKOWNICY
» REJESTRACJA
» REGULAMIN




Poprzedni temat «» Następny temat
7-14.07.2012 Auschwitz i Kozubnik, Zakopane, Bieszczady
Autor Wiadomość
John 


Motocykl: MZ, XX. WR
Pomógł: 8 razy
Wiek: 34
Dołączył: 02 Maj 2009
Posty: 1273
Skąd: Sierpc/Bydgoszcz
Wysłany: 2012-07-29, 11:59   7-14.07.2012 Auschwitz i Kozubnik, Zakopane, Bieszczady

Wakacyjna trylogia 7-14.07.2012 Auschwitz i Kozubnik, Zakopane, Bieszczady

Wstęp

Sesja, sesja i po sesji, teraz czas na upragnione wakacje. Co, gdzie, kiedy, z kim i już powoli układa się plan. Jedno jest pewne, to będzie wakacyjny wyjazd jakiego jeszcze nie było. W planach dość dużo ale mamy na to czas. Także usiądźcie wygodnie i podróżujcie z nami. Nie ma jednego punktu docelowego, nie ma też stałego składu grupy uderzeniowej, dlatego relacja została podzielona na trzy części. Zdjęcia wrzucę jak recenzję przeczyta przynajmniej 30 osób a 20 kliknie lubię to na fb :razz:

Cz I. Trochę historii

Wyjazd do końca stał pod znakiem zapytania, Suzi ostatnio ostro grymasi. W piątek po pracy lecę do serwisu, gaźniki przeczyszczone ma być dobrze. Powrót do domu, kilka smsów o treści „będzie żyła”. Dobra rozbieram dupcię mojej słodkiej, miejsce mocowania stelaża do ramy trzeba wzmocnić bo spaw puszcza. Ojciec wyciąga spawarkę. Trochę nam to zajęło ale powinno wytrzymać. Zakładam drugi stelaż, ten był robiony dwa lata temu, dzień przed wyjazdem na Hel. Konstrukcja porządna bo przerabiana z bagażnika od MZtki. Nie biorę kufra, nie zmieszczą mi się w nim dwa śpiwory i materac z biedronki.
7.07.2012 Sobota. Z garażu dobiega kilka kurw, paliwo leci. Szybko z Leszorem zdejmujemy zbiornik. No tak wężyk ma dziurkę zaraz przy kraniku, obcinamy go trochę, teraz powinno być ok. Leszor jeszcze się pakuje a ja lecę po Wiolę, w końcu dziewczyna zdecydowała się na dłuższy wyjazd na dwóch kołach. Kiedy ja próbuje zmieścić na motocykl rzeczy mojej ukochanej Piotrek PL już jest u mnie i z Leszorem pakują na Xjtę mój namiot, niestety wszystkiego bym nie zmieścił. Dobra spotkamy się w Płocku pod teatrem. Długo nie musieli na nas czekać. Także ekipa z Mazowsza rusza w składzie Leszor na Saxonie 251, PiotrekPL na Diwersji, oraz John z Wiolą na Imbryku. Kierunek Łódź, droga monotonna, można rzec nudna. W Zgierzu przed Łodzią miał do nas dołączyć Reaper, tak to ten co na zimowisku jeździł Jawką po korytarzu intruderów. Stajemy w parku w umówionym miejscu. Reaper też już jest, tylko gdzie? Mówię do słuchawki że czekamy przy jeziorku w Zgierzu. Po jakimś czasie słychać MZtkę, tylko czemu on skręca w lewo, przecież my stoimy po prawej. Czerwona 250tka przejeżdża w poprzek pasów dla pieszych i kieruje się deptakiem nad jeziorko nic nie robiąc sobie ze znaku B-1. Ale w końcu nas znalazł. Przez Łódź prowadzi Reaper , chaotycznie przeskakując z pasa na pas. Potem obieramy kierunek na Częstochowę i powoli toczymy się na południe. Trasa znajoma, w tamtym roku lecieliśmy tędy z Piotrkiem na Jasną Górę. Na stacji jakiś koleś zagaduje czy może pogłaskać MZtkę Reapera. Pokazuje nam też ślad na czole i złamany nos, które zostały mu po jeździe właśnie na takim sprzęcie. Chłopaki oblizują się na córkę owego faceta, ale ona nabrała śmiałości i uśmiechnęła się do nich w chwili gdy była już w aucie taty, które opuszczało stację. Za Częstochową pora na posiłek, stajemy przy drodze na szerokim poboczu. Otwieramy konserwy i gościmy się. Czas ruszać dalej a tu zonk. Suzi nie kręci, czyżby słaby aku? Dobrze że jest z górki, i jedziemy silną grupą. Dalej bez świateł, niech się doładuje. Odbijamy na Ogrodzieniec, tam w planach mamy zamek. Na skwerku stoją motocykle, parkujemy koło nich. Kurcze przydałby się jakiś parking, żeby można było zostawić graty na motocyklach. Parkingów jest opór, Leszor poszedł na zwiady. Znalazł i jeszcze utargował parę złotych. Na zamku fajno jest, jest dużo ludzi… zaczyna się jakaś impreza plenerowa. Szybko obskakujemy wieżę i lochy. Gorąco jak cholera, więc nie mamy ochoty dłużej piec się w skórach na zamku, po drodze jeszcze lodzik i jesteśmy na parkingu. Dajemy znać Dukee’mu że już wyjeżdżamy z Ogrodzieńca. Suzi dalej nie chce palić sama, więc trzeba jej pomóc. Po drodze Reaper zauważa pewną rzecz. I tu nauczka, nie targujcie się o kasę za parking, ucierpiał na tym Reaper, ubyło mu trochę paliwa. Gość wyszedł na swoje. Po drodze jeszcze stajemy na stacji, Reaper ma miernik, trzeba zdiagnozować co jest z tym akumulatorem. Ładownie ok., tylko wody w komorach brak. Kupuję na stacji butle czystej i już pali od strzała. Szybkie tankowanie bo komitet powitalny już czeka. Owszem, chłopki stali na parkingu przy Lidlu. Jest stary pijaczyna Hektor, Pejek, Dodek10, i nasz dzisiejszy gospodarz Dukee. Szybkie zakupy i już jedziemy do obozowiska. Nasza ekipa czołga się z tyłu peletonu, bo widać że chłopaki mają nie dopracowaną technikę jazdy w grupie, ale nie ma tragedii. Gospodarz prowadzi nas wąskimi uliczkami pod swój dom. Takiego przyjęcia naprawdę się nie spodziewaliśmy, poza kawałkiem miejsca na namiot, był garaż dla motocykli, gorący kociołek, ognisko, udostępniona lodówka, kawa, herbata, sałatka, łazienka, po prostu wszystko o czym marzy strudzony wędrowiec. Naprawdę wielkie podziękowania dla Dukee’go i jego przemiłych rodziców. Rozbiliśmy obozowisko, a że każdy z nas był zmęczony podróżą w upale, więc za długo nie czekaliśmy żeby położyć się spać. Przy ognisku słychać jeszcze było śmiechy, zapewne za sprawą ojca Dukee’go, który opowiadał kawały. Chłopaki gościli się tam jeszcze jakiś czas, do momentu porządnego grzmotu zapowiadającego nadchodzącą burzę. Potem już tak jakoś nagle cicho się zrobili. Burza była niemiłosierna, grzmiał na lewo i prawo a rzęsisty deszcz testował mój namiot. Gdy burza odchodziła przyszedł głęboki sen.
8.07.2012, Niedziela. Nad ranem, ktoś tam kogoś budził MZtką ale ja dopiero przewracałem się na drugi bok. Namiot wytrzymał, nie spadła na niego żadna gałąź, czego najbardziej się bałem. Powoli wstajemy, a już na nas czeka śniadanie, pyszne kanapki i herbata. Zwijamy namioty i organizujemy się do wyjazdu. W międzyczasie dojeżdża Jaroquest. Grupa gotowa, to jedziemy do Oświęcimia aby tam zwiedzić obóz. Dukee jako miejscowy doprowadził nas na miejsce. Zostawiamy motocykle na parkingu, tym razem się nie targując. Pierwsze kroki kierujemy do przechowalni bagażu, gdzie spanikował Hektor, gość poszedł nam na rękę i wszystkie tangbaki, kurtki i kaski zaliczył za jeden bagaż, za co zapłaciliśmy 6zł. Hektor słysząc astronomiczna kwotę 6zł już prawie wyrwał mu swoją kurtkę. Po wytłumaczeniu mu, że to kwota za całość dopiero się uspokoił. Zaczął ostro oszczędzać, bo miał tylko 30zł na powrót do domu. Jako, że byliśmy przed 10, można było wejść za darmo na teren obozu i tam sobie zwiedzać indywidualnie. Część ekipy skorzystała z tego bonusu. Reszta zaś wykupiła bilet w kwocie 25 zł, jeszcze tylko trzeba poczekać za przewodnikiem. Dostaliśmy zestawy słuchawkowe i zaczęła się lekcja historii. Miejsce ciekawe i naprawdę warto zwiedzać je z przewodnikiem. Cena biletu obejmowała także przejazd autobusem do Brzezinki. Gdy wyjeżdżaliśmy autobusem, przy motocyklach stali nasi, którzy zwiedzili szybciej obóz bez przewodnika. Dodek chciał ich jakoś zawołać i krzyknął: „Osły!!!”. Nie słyszeli, ale za to tuż pod oknami autobusu stali parkingowi i jakoś tak dziwnie się spojrzeli. W Brzezińce było skrócone zwiedzanie z uwagi na pogodę, po prostu nie było cienia aby się schować. Powrót autobusem, kursuje co 15min. Organizujemy się i ruszamy na Kozubnik. Przy wyjeździe trochę się zakręciliśmy, a na dodatek koleś, którego pytałem się o drogę wskazał nam przeciwny kierunek. Zjeżdżamy na pobocze aby wyznaczyć odpowiedni kierunek. A jak już stoimy, to trzeba coś zjeść. Mamy konserwy i chleb więc nie szukamy sklepu. Dukee wykorzystuje chwilę na grzebanie przy gaźniku. Dalej do Porąbki prowadzi Jaroquest na GPSie z telefonu. W oddali, na linii horyzontu pojawiają się coraz wyższe szczyty. Przez Porąbkę przelatujemy prosto, za strumyczkiem jest znak w lewo na Kozubnik. Jest zakaz ruchu, nie dotyczy mieszkańców, to chyba będzie tam. Jeszcze tylko podjazd pod górę i już widać opuszczony hotel. Akurat zaczęło padać więc wszyscy wjeżdżają pod dach, i ustawiają się w szeregu. O mamy spray, będą autografy. Ludzi dużo się kręci. Dzielimy się na grupy, Mazowsze idzie zwiedzać, reszta zostaje przy motocyklach. Deszczyk przestaje kropić. Największe zainteresowanie wzbudza najwyższy obiekt, więc tam kierujemy swoje kroki. Opuszczone budynki nie raz oglądałem, ale tu mieliśmy cały kompleks. Poruszając się po Kozubniku trzeba uważać pod nogi, leży szkło, gruz, dziury w ziemi, brakujące schodki, otwarte kanały windowe. Ogólnie krajobraz powojenny. Jedna rzecz mnie dziwi, są blisko zadbane domy w których mieszkają ludzie. Codziennie jadąc do pracy przejeżdżają przez to pobojowisko. Weszliśmy na któreś piętro by podziwiać widoki z balkonów bez balustrad. W łazienkach jeszcze są ślady po płytkach, trochę tapet na ścianach. Co i jakiś czas mijamy innych turystów, głównie młodzież a i para młoda się trafiła. W dole Hektor robi sesję zdjęciową do kalendarza klubowego. Wracamy by zmienić chłopaków. Jak się potem okazało, zaparkowaliśmy motocykle na dachu basenu pokrytego papą. Chwila relaksu, Leszor też będzie walczył o fotkę w kalendarzu, więc robi serię zdjęć. Chłopaki zdobyli dach wieżowca. Jeszcze tylko pamiątkowe, grupowe zdjęcie na koniec. Ustawianie trwało dłużej niż do zdjęcia klasowego w podstawówce. Ale udało się, i paparazzi robią zdjęcia z każdej strony. Nagle MZtka Reapera postawiona na gorącej papie, kładzie się na prawy bok. „Stój, nie podnoś, zdjęcie zrobimy”. Dobrze że następna stała dalej bo by poleciały wszystkie jak domino. Żegnamy się z chłopakami i Mazowsze w liczbie czterech motocykli i 5 członków załogi rusza dalej. Po drodzę Reaper kupuje dwie żarówki bo po Kozubniku jakoś każda po jakimś czasie przestaje świecić, jak się potem okazuje nie w żarówce tkwił problem. Okrążamy Jezioro Międzybrodzkie, a potem terasą 946 na Suchą Bezkidzką, wpadamy na Zakopiankę z kierunkiem oczywiście Zakopane. Tempo bez forsowania, ale też nie ma za bardzo gdzie przyśpieszyć. Z racji że to niedziela, więc większość już wraca z weekendu. W Poroninie odbijamy w lewo, Suzi na dwóch garach zjeżdża ze skrzyżowania, czyżby się zalała. Czekamy parę minut przed podjęciem jakichkolwiek działań reanimacyjnych. Ale po chwili odpala i normalnie wkręca się na obroty. Zrobiła mi takie świństwo jeszcze parę razy w ciągu całego wyjazdu. Szesnaście lat to wiek dorastania i buntu. Miejsce w którym kończymy dzisiejsza podróż to Murzasichle. Mieliśmy tutaj zapewniony nocleg u znajomych górali Piotrka. Ja z Wiolą zajmujemy apartament małżeński a reszta bierze trójkę. Pokoje z łazienkami za 25 zł. Potem szybki skok do sklepu po zakupy. Po kolacji już jest ciemno, ale nie szkodzi, pobujamy się trochę po wiosce.

Cz. II Góralu czy Ci nie żal….

9.07.2012 Poniedziałek. Pobudka bladym świtem. Śniadanie i Leszor zbiera się do domu. Dla niego kończy się weekend na wariackich papierach, jutro czeka praca. Ma przed sobą 500km jazdy w samotności, ale się tym nie przejmuje. To była jego najdalsza wyprawa Saxonem, dlatego żegna się z nami uśmiechnięty. Jego kolega z pracy jak dowiedział się, gdzie się wybiera motocyklem, stwierdził że od poniedziałku będzie nekrologi w gazetach czytał. Los był na tyle złośliwy, że w ten poniedziałek kolega wracając z pracy miał poważny wypadek na motorowerze. My natomiast dajemy dziś wolne naszym rumakom i kierujemy się na przystanek busa. W oczekiwaniu na transport podziwiamy opaleniznę Reapera, cały czas jedzie bez rękawiczek. Już od dwóch dni walczyłem z Piotrkiem, że chcę wejść na Kasprowy, jednak w końcu uległem. Do kasy biletowej wchodzimy z marszu, w końcu jesteśmy w poniedziałek przed 8. Kupujemy bilety w obie strony. Z kolejki podziwiamy widoki i cykamy zdjęcia. Na szczycie zimno, i mgła dookoła, no pięknie już sobie pooglądaliśmy. Ale za parę minut wiatr rozdmuchał mgłę i dało się coś dojrzeć. Przeszliśmy się kawałek szlakiem, a mgła przelewała się z jednej strony na drugą, dając wrażenie bujania w obłokach. Jednak dobrze że była. Tu też natknęliśmy się na młodą parę robiąc fotki do ślubnego albumu. Na górze mieliśmy dwie godziny na podziwianie widoków, a potem kolejką w dół. Jeszcze zdjęcia przy strumyczku i możemy ruszyć w kierunku Zakopanego. No, może nie zupełnie, Reaper wymarzył sobie góralski kapelusz. Zakupił podobno oryginalny za 30 zł. Od tej pory już chodziliśmy wszędzie pieszo, nie tylko dupa ma boleć od jazdy, ale i nogi od chodzenia. Kolejnym punktem do zwiedzenia była Wielka Krokiew. Za 3zł można wejść do wysokości progu. Chodź przy progu to nic nie widać, lepsze widoki są z trybuny. Dalej podążamy na Krupówki, stragany jak stragany, bez szału. Przez to, że nie wchodziliśmy na Kasprowy mamy jeszcze czas, to może Gubałówka. Zjedziemy kolejką terenową, to wjedziemy krzesełkową. Same dojście do kolejki trochę nas podzieliło, połowa naszej czteroosobowej grupy wybrała drogę krajobrazową i przeszła Zakopane wzdłuż aż do tablicy z przekreśloną nazwą miejscowości. Ale potem wszyscy szczęśliwi spotkaliśmy się pod kolejką. Przy wjeździe trochę bujało jak na MZcie przy bocznym wietrze. Przejście Gubałówką obfitowało w doświadczenia kulinarne. Najpierw lody, oscypki i kurtosklacs. Przy zjeździ Reaper i Piotrek czuli się obserwowani – patrz zdj. Pora wracać, trzeba jeszcze trochę przejść zanim złapiemy busa. Po doradzę wstąpiliśmy na obiad. Naprzeciwko wyciągu na Nosal, przy drodze stoją duże, czerwone sztućce. Knajpka jest głębiej, naprawdę polecam, jedzenie dobre, ciekawy klimat i klimatyczny właściciel. W oczekiwaniu na posiłek warto poczytać dalej menu. Piotrek z Reaperem w trakcie wyjazdu testowali placki ziemniaczane w różnych jadłodajniach. Potem powrót na kwaterę i oblewanie urodzin Reapera. W międzyczasie Leszor nam piszę, że szczęśliwie do domu wrócił. Przed pójściem spać jubilat ruszył jeszcze gdzieś w świat, ale po pół godziny wrócił sam, więc nie udało mu się wyrwać jakiejś góralki.

Cz. III Bieszczadzkie Anioły
10.07.2012. Wtorek. Dziś nie chcieliśmy się tak rano zrywać, ale mimo wszystko za długo leżeć nie można. Mamy umówione spotkanie na granicy. W trakcie pakowania stwierdzam, że i tak będzie opóźnienie ok. pół godziny. W Łysej Polania czeka na nas Bery125. Dalej lecimy Słowacką stroną na wschód. Drogi równe, widoki fajne. Po przejechaniu przez parę miejscowości zacząłem się zastanawiać czy to jest Słowacja czy Rumunia. Pełno cyganów, chyba dobrze im się tu żyje. Po drodze mały postój. Reaper zdobywa wierzchołek wzgórza, gdy wraca Piotrek znalazł na ziemi tabliczkę z jakimś dziwnym napisem w obcym języku. W Piwnicznej wpadamy znowu do Polski, aby przejechać się trasą 971 która wije się wzdłuż Popradu, naprawdę fajna. Trochę się chmurzy a my lecimy w kierunku Muszyny. Nagle zaczęło padać i to konkretnie. Nie ma się gdzie schować, więc przyklejamy się do krzaków z lewej strony drogi. Nie zapowiada się że zaraz przestanie, trzeba poszukać lepszego schronienia. Za paroma zakrętami jest przystanek autobusowy, ale mały i bez pleksy na ścianach. Bery tuż za nim dostrzegł wiatę na drewno. Chyba się zmieścimy. Przody Japońców zagarażowane, bagaż wystaje, trzeba przykryć. MZtka osamotniona została na deszczu ale Reaper znalazł jej schronienie we wcześniej wymienionym przystanku. Na koniec jeszcze zdjął z siebie deszczówkę i przykrył motocykl, a raczej bagaż – cóż za poświęcenie. Jak się potem okazało w schronisku mieliśmy nawet gniazdko na 230V, obok sklep, więc full wypas. Ulewa przeszła, czas ruszać. W Muszynie kałuże na ulicach. Razem z Popradem znowu przekraczamy granicę Państwa. Zatrzymując się pod Wiatą gdzie kiedyś stały bramki. Znowu deszczy kropi, lepiej poczekamy, tu mamy schronienie. W Medzilaborce obok nas zatrzymuje się terenowa toyota na polskich blachach. Wysiadł jakiś pozer i uderza w gadkę, że kupił Africe i pyta gdzie można tu polatać. Niby słuchamy ale czekamy aż mu się znudzi. Przez ten deszcz mamy lekkie opóźnienie. Na dodatek jeszcze źle wyjechaliśmy z tej miejscowości i musimy się cofnąć parę kilometrów. Jak na taką dziurę boiska mają tu super. Granice przekraczamy niedaleko Komańczy. Od razu zaczyna się różnica w drogach. Asfalt nierówny i pofałdowany bardziej nadaję się dla Afriki niż dla obładowanego na maxa GSXFa. Z drogi z ciągnął nas znak o jakieś knajpce. Nawet to nie knajpka tylko dom weselny, tylko ciekawe kto tu robi imprezy jak w koło nie widać zabudowań. Na tyłach domu mają stoliki, a kilka metrów dalej płynie strumyczek. Jest gdzie pochodzić czekając na jedzenie. Bery swój posiłek już dawno dostał a my czekamy. W końcu przyszła właścicielka i oznajmia że młoda kuchareczka spieprzyła nam pizze spiesząc się na autobus. Pizze i tak dostaniemy do skosztowania ale możemy jeszcze coś zamówić na koszt firmy. Nie chciała nas głodnych wypuścić. Niedopieczoną pizzą Reaper nie gardził, trochę go te studia wygłodziły. Właściciel zagaduje że są tu zloty motocyklowe, ale nie pamiętam miejscowości. Tutaj też trochę nam zeszło, trzeba poganiać żebyśmy zdążyli przed zmrokiem. Już mam ponad dwieście przejechane od ostatniego tankowania, można by się rozejrzeć za jakąś benzyniarnią. W Cisnej już zamknięta, no nic jedziemy dalej. Słońce zachodzi i robi się chłodno a my krętą drogą kierujemy się w stronę Jeziora Solińskiego. Często przecinamy jakieś górskie strumyczki. Jest Polańczyk, już niedaleko. Zatrzymujemy się przy zaporze, jest koło 22, trzeba znaleźć jakiś nocleg. Pamiętałem, że gdzieś za Sanem były jakieś pokoje do wynajęcia, więc jedziemy. Wiszą znaki, ale albo zajęte wszystko albo pokoje dla nie pełnego składu. Chłopaki już zaczęli we mnie wątpić ale udało mi się znaleźć nocleg u przemiłej kobiety. Już sam oglądam, reszta czeka na drodze. Chciała 35 od osoby, ale że i tak nie miała klientów a mieliśmy zostać do piątku to udało się dogadać na 30 i do tego jeszcze garaż dla motocykli. Ale pokoje pełen wypas, tylko łazienka na korytarzu. Nie wiele myśląc bierzemy, nie będę już po nocy się kręcił. Bierzemy dwie dwójki, w każdym małżeńskie łoże. Ja z Wiolą standardowo, Reaper przytuli się dziś do Piotrka, a Bery dmucha materac. Za ten materac kobitka mu opuściła przy płaceniu. Teraz piwo do kieszeni i idziemy na zaporę. Jest kawałek drogi, a że idziemy skrótem to jest i strome podejście, najbardziej męczące. Ludzi się trochę kręci, ciemno – wody nie widać. Za zaporą na wzgórzu jakaś balanga pod namiotem. Nic innego nie zostało jak się tylko piwa napić. A że ładnie grali z płyt to sobie z Wiolą potańcowałem. Ale nie rozkręciliśmy się za bardzo bo nam kanjpe zamknięto. Czas wracać na kwaterę. Psy właścicielki wpuściły nas tylko lekko poszczekując.
11.07.2012. Środa. Dziś robimy trasę po Bieszczadach. Śniadanie jemy z atlasem z biedronki, trzeba ustalić trasę. Po śniadaniu bierzemy się za smarowanie łańcuchów, każdy z nas odpowiednio to celebruje. Gdy już wszyscy gotowi wyjeżdżamy, ale jeszcze czeka nas tankowanie na pobliskiej stacji. Lecimy przez Polańczyk, Bukowiec drogą 894. Prowadzący Bery nagle się zatrzymuje. Może nie było to ostre hamowanie, ale zaraz za zakrętem. Przyciskając klamkę prawą dłonią dozuje siłę i patrzę jak daleko z tyłu jest Reaper. Ale od kolizji nas jeszcze dużo dzieliło. Już widzimy powód zatrzymania. Po lewo mamy ściankę wspinaczkową, jak można z niej nie skorzystać. Zdążyliśmy postawić maszyny i na wyścigi w górę. Dopiero po zejściu okazało się, że na dole jest zakaz tego co zrobiliśmy przed chwilą. Jak zawsze wszelkie zakazy widzimy za późno. Obok tego miejsca jest mapa, Bery spostrzegł na niej skrót i to bardziej kręty. Chyba się pokusimy o przejazd tamtędy. Na początku jest asfalt, potem jednak gwałtownie się urywa. Następuje krótka wymiana spojrzeń z Berym. Jedziemy dalej… nie pytamy reszty, pewnie byłyby protesty. Droga nie najlepsza, powoli się suniemy przez wioskę. Tuż za nią droga spotyka się ze strumyczkiem. Można powiedzieć że jest i mały kamienisty wodospadzik, a zaraz za nim szerokie rozlewisko. Oczywiście trzeba zrobić zdjęcia, do kalendarza także. Jednak potem decydujemy się zawrócić do głównej drogi, nie wiadomo jaka dalej będzie trasa a mamy trochę napięty plan, bo Bery dziś nas opuszcza i chcemy razem jak najwięcej objechać. Jedziemy więc na Czarną Górną a potem przez Lutowiska na Ustrzyki Górne. Po drodze na samym winklu jest parking z pięknym widokiem. Jest i butka z pamiątkami, na której Bery kupuje bieszczadzkiego Aniołka. Ustrzyki wydały mi się trochę małe, ale widziałem je tylko z siodła więc mogę się mylić. Za nimi skręcamy na Wołosate. Jest to najdalej na południe oddalona miejscowość. Przy drodze znak z którym nie spotkałem się nigdy na Mazowszu: „Zwolnij Rysie”. Do samej granicy z Ukrainą nie dojedziemy. Drogę kończy parking a za nim zakaz ruchu, dalej tylko szlak pieszy. Reaper by sobie z tego nic nie robił, ale jednak zawracamy. Po drodze na Cisną znowu fajne zakręty chodź ciężko je brać na pełnym ogniu. Trzeba by kogoś ze szczotką przodem puścić. W Cisnej jest knajpa: Siekierezada, tam postanowiliśmy się stołować. Ogólnie na stronie internetowej wyglądała ładniej, no i oczywiście parking płatny. Środek… przy barze dość ciekawy, dużo motywów diabłów. Ale nie starczyło dla nas miejsca, i jemy w mniej przyozdobionej części lokalu. Przy zamówieniu dostaje się siekierę z numerem, jaki malutka pani będzie wykrzykiwać tak, że na zewnątrz będzie słychać. Piotrek z Reaper jak zwykle zmawiają placek po zbójnicku. Jedzenie średnie, ceny nie za specjalnie, ogólnie cały lokal mocno przereklamowany. Łazienkę ciężko znaleźć i jest lekko mówiąc nie ładna. Na górze lokalu jest jakąś wystawa obrazów, ale to nas nie interesuje. Przyjechaliśmy tu w innym celu, chcieliśmy obejrzeć Garaż Siekierezady. Jest jakiś znak że to na tyłach lokalu. Hmmm są tory kolejki wąskotorowej, następnym razem się nią przejedziemy. O jest i garaż ale nie wygląda na garaż konesera. Wchodzimy na teren ogrodzonej posesji pilnowanej przez Burka. Zastaliśmy właściciela, wygląda jak prawdziwy człowiek Bieszczad, tylko trochę mizerny. Kasuje nas po piątaku na cele zabytkowej motoryzacji i wchodzimy do budy zwanej garażem. Są auta, głównie amerykańskie i radzieckie które służyły tutaj do wycinki drzew. Jeden, no może dwa w stanie, że tak powiem prawie kolekcjonerskim a pozostałe to kupa złomu czekająca podobno na reanimację. Właściciel trochę nam opowiada o ich przeszłości. Gdyby nie ten garaż, to na jedzenie skręcilibyśmy wcześniej, bo były tam jakieś zniżki dla motocyklistów. Jeszcze grupowe zdjęcie i już na parkingu żegnamy się z Berym. On wraca do domu my natomiast przez Hoczew do Soliny. Tuż za Cisną na drodze 893 jest parę naprawdę fajnych zakrętów, ale wpieprzyła nam się ciężarówka pełna drewna i odebrała nam całą frajdę. Po powrocie do kwatery czeka nas jak zawsze spacer na zaporę. Jemy lody i moczę nogi w Jeziorze. Przed snem Bery nam piszę że z przygodami dotarł do domu. Najpierw deszcz, potem wypadek (nie jego), a na końcu dał się złapać na radar. Ale jak zwykle miał szczęście bo podobno „chłopaki nie płacą” więc wyjazd zalicza do udanych.
12.07.2012. Czwartek. Wstajemy późno, wszystkim jakoś dobrze się spało. Może dlatego że w nocy i nad ranem padało. Dziś mamy ochotę trochę podreptać. Przechodząc koło zapory postanowiliśmy zajrzeć, ale ze zwiedzania nici. Na dziś już nie ma wolnych miejsc. A na jutro się nie umawiamy, jutro nas już tu nie będzie. W planach na dziś szczyt Jawor. Na kupionym za dwanaście złotych przewodniku trasa na szczyt była, ale w rzeczywistości jej nie znaleźliśmy. No to idziemy na Polańczyk, jest zaznaczona trasa piesza, miejmy nadzieje, że ta będzie realna. Dreptamy sobie raźno przez las, przez kładki, mostki i wąwozy. Po deszczu miejscami jest ślisko. Na trasie mało piechurów. Trochę nam zeszło, ale już widzimy tabliczkę „Polańczyk 15 min”, to już blisko. Dobrze, bo morale w drużynie opadają. W Polańczyku zanim dojdziemy na Cypel musimy się posilić po wyczerpującym marszu. Ciężko się zdecydować na lokal ale w końcu jest. Test placków ziemniaczanych nadal trwa, prowadzą te z zakopanego. Po dojściu na Cypel od razu rzucamy się na plażę. Piachu nie ma, tylko same kamienie. Ale to nie przeszkadza żeby zamoczyć nogi w górski jeziorze. Na plaży znalazłem zardzewiałe cęgi, zabrałem je sobie, będę miał darmową pamiątkę. Chwila odpoczynku i trzeba wracać. Teraz decydujemy się na trasę łatwą, chodź trochę dłuższą. Wracamy asfaltem. Dojście do kwatery też mamy pod górkę, ale lżej się idzie, gdyż wiemy że czeka na nas łóżko.
13.07.2012 Piątek. Hmmm…. to dziś piątek trzynastego, zobaczymy kto będzie miał pecha. Pakujemy się i żegnamy z gospodynią i jej pieskami. Cały wieczór zastanawiałem się czy do Przemyśla dolecieć wojewódzką 890 od Ustrzyk czy krajówką 28 od Sanoka. Po konsultacjach telefonicznych, skorzystaliśmy z namowy Berego. Polecimy 895 w stronę Leska by potem przez Łukawice dostać się do krajówki. Zaraz po wyjeździe z kwatery zobaczyłem, że na stację benzynową wjeżdża czarna ETZtka 250. Nasi tu są, więc podjeżdżamy. To Gary, jakoś wcześniej na forum pisał, że się wybiera w Bieszczady. Dopiero przyjechał, my wyjeżdżamy, także zmiana warty. Wymieniliśmy kilka słów i odkręcamy manetkę. Krajówka powiem tak, boska. Są naprawdę świetne serpentyny. Kierujemy się na Kraśnik, tam mamy międzylądowanie. Nie ujechaliśmy za daleko gdy przed nami pojawił się Translap, który dogonił tira z drewnem i nie miał gdzie go wyprzedzić. Reaper widząc to też się nie wychylał. Jednak gdy było troszkę miejsca przeskoczyłem przed tira. Zerkając w lusterko czy reszta pójdzie za mną. Za jakiś czas widzę pojedyncze światła, więc można lecieć dalej. Ale za paroma zakrętami nie ma już nikogo. Czekam na poboczu, trampek przejechał a naszych nie ma. Wracam, stoją na przystanku. Reaper złapał gumę. Jak potem mi mówili w tirze strzeliła opona, zaraz po niej też w MZcie. Parę km później kolarze też zmieniali dętkę. Dopiero na drugi dzień przypomnieliśmy sobie że przed tym zdarzeniem wyprzedzaliśmy jakiś pojazd techniczny i koleś przed nim zamiatał całą drogę. Coś widocznie było rozsypane. Mamy piankę do opon. Reaper już z takiej korzystał w tamtym roku na Podlasiu. Jednak nie udało się zakleić, albo dziura była za duża, albo pianka do dupy. Teraz mieliśmy firmy K2. Reaper się nie łamię, zmienia dętkę. A że stoimy na przystanku w międzyczasie na autobus przyszły dwie fajne dziewczyny, ale Reaper zapracowany nawet nie miał czasu się oblizywać. Jeszcze tylko skoczę po pompkę do jakiegoś gospodarza, żeby dobić powietrza. Pierwszy nie ma, drugi daje niepewnie w obawie że mu nie odwiozę. Operacja się udała i podążamy dalej. Zaczyna robić się zimno, naprawdę zimno, nawet Reaper zakłada rękawiczki. Po drodze jeszcze oglądamy trójkołową WSKę za 850zł. Nocleg mamy pod Kraśnikiem na działce u mojego wujka. Namioty rozbijamy przy lekkim deszczu. W nocy wszyscy słyszą bluzganie Reapera, wychodząc z namiotu wylała się na niego woda zgromadzona nad przedsionkiem.
14.07.2012. Sobota. Tak to dzisiaj, właśnie dzisiaj na wieczór będziemy już w domu. Niebo powoli się przejaśnia. Po drodze jeszcze zaglądamy do Kazimierza Dolnego. Na pierwszym parkingu obsługa nie zachęca do zostawienia bagażu na motocyklach, więc wybieramy drugi. Tutaj gość kasuje nas po piątce i wszystko zostawiamy w passacie. Kierujemy się na piękny rynek. Jak byłem mały i jeździliśmy do rodzinny, zawsze z rodzeństwem nakłanialiśmy ojca żeby tutaj się zatrzymywał, chodź byliśmy tu już tyle razy. Na placu kręcą się cyganie i policja, no to może zdjęcie z radiowozem w tle. Idziemy na zamek i basztę, no pech wszystko w remoncie. Ale na schodki od baszty można się dostać, stąd też są ładne widoki. Słyszymy jakieś obce gadanie, są jakieś angole i Rosjanki, a tu taka kiszka wszystko pozamykane. Zostaje jeszcze Wzgórze Trzech Krzyży. Oczywiście przed samym szczytem jakiś cieć pobiera opłatę w astronomicznej kwocie 1,50 zł tylko po to, żeby się popatrzeć z górki. No ja pieprze… co za chory kraj. Ale nic, trochę było wchodzenia, a poza tym chciałem pokazać Wioli widoki chociaż że wzgórza. Reaper jak na złość płacił samymi miedziakami. Gdy z powrotem wracaliśmy na rynek słychać było Dżem. Dwóch gitarzystów dawało koncert w plenerze. Kupiliśmy jeszcze po tradycyjnym kazimierzowskim koguciku, z czego jednego zaraz zjedliśmy. Trochę posiedzieliśmy na chodniku, ale czas wracać do domu. Wracamy na parking, tym razem nikt się nie skarży że mu coś zginęło. Przez Radom przelatujemy szybko, by następnie pogonić na E75 w kierunku Warszawy. 100km/h Reaper dzielnie kopytkuje za mną, 110 – nadal się trzyma, autobusy i inne zawalidrogi staram się brać z górki, by miał lepsze pociągnięcie. Podchodzimy pod 120 ale ma problemy z Seicentem. Jeszcze przed Grójcem zjeżdżamy na stację. „Konia chcesz zajechać?” – słyszy Reaper od Piotrka. Dobrze będzie wolniej, ale zawsze do domu się chce wrócić szybciej. Dalej Mszczonów i Żyrardów, dziwne bo nawet płynnie przejechaliśmy. W Sochaczewie żegnamy się czule z Reaperem. Pożegnania nie trwają długo, gdyż na horyzoncie kłębią się czarne chmury. Teraz z Piotrkiem trochę pogonimy. Za Wyszogrodem trasa na Płock jest spoko, więc dyktuje tempo 120. Trochę kropi a chmury robią się coraz ciemniejsze. Piotrek na stacji zdecydował się ubrać dół deszczówki. Czekamy czy jedziemy? Już tylko z 60km do domu, to może jedziemy, a jak zacznie mocniej padać to się gdzieś schowamy. Droga przez lasy a tu nagle jak nie wpadniemy w rzęsisty deszcz, szybka paruje, przy podniesionej łykam litry wody. W dodatku nie ma gdzie zjechać. Nawet dziwki przy trasie mają parasolki. Jest, jest ścieżka do lasu. Zakładamy deszczówki, ale trochę już za późno. Drzewa nie dają wystarczającego schronienia, my przemoczeni decydujemy się jechać dalej, już nie dużo nam zostało. Za nie cały km jest przystanek, a przed nim chopper. Stajemy, a kolega zaprasza nas do środka. Chwile czekamy aż przestanie padać a samochody rozbiją wodę w koleinach. Nie przepadam za MC ale trochę pogadaliśmy, w pojedynkę nawet są znośni. Żegnamy się i kierujemy na Płock, bo nadciąga kolejna chmura. W Płocku Piotrek żegna nas mrugając awaryjkami. On ma 50km do domu, a ja z Wiolą już za 18 km będziemy się suszyć u mnie w domu.

Zakończenie.

To już koniec. Podsumowując przejechane 1785km, średnie spalanie Suzi to 6l/100km, łączny koszt tygodniowej wyprawy na dwie osoby wyniósł 1500zł, można by zejść niżej ograniczając placki ziemniaczane.

Wyprawa nie była udana, ale po prostu zajebista, chodź zabrakło czasu żeby wszystko zobaczyć i dotknąć. Może następnym razem skupimy się nad jednym regionem, ale wtedy nie natrzaskamy tylu kilometrów….
Podziękowania dla wszystkich, którzy chodź przez chwilę towarzyszyli nam podczas naszej podróży.

Do zobaczenia na drodze albo jakimś bezdrożu…


A i fotki już są:
Cz I
https://picasaweb.google.com/101552293280765297207/714072012AuschwitzKozubnikZakopaneBieszczadyCzI
Cz II
https://picasaweb.google.com/101552293280765297207/714072012AuschwitzKozubnikZakopaneBieszczadyCzII
Ostatnio zmieniony przez John 2013-07-08, 12:01, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Reaper 


Motocykl: MZ ETZ 250
Pomógł: 2 razy
Wiek: 31
Dołączył: 16 Paź 2009
Posty: 119
Skąd: Kłodawa
Wysłany: 2012-07-29, 13:20   

Świetna relacja John :piwo: Nic dodać, nic ująć. :wink:

Przed pożegnaniem na stacji benzynowej w Sochaczewie narzekałem na zbyt niskie ciśnienie w przednim kole, niestety nie mieli kompresora :???: Na następnej stacji też nie, więc postanowiłem już się jakoś dotoczyć do domu. Przed Łowiczem wpadam w małą zadymkę z gradem i deszczem. Po paru minutach przechodzi, więc deszczówki nie zakładam. Niestety w Kutnie już tak fajnie nie było. Wjeżdżam w potężną ulewę, nie ma się gdzie zatrzymać. Wjeżdżam w końcu w jakąś polną drogę kompletnie przemoczony, zakładam deszczówkę i ... przestało podać :mrgreen: Przynajmniej trochę cieplej się robi. Jakieś 20 km od domu, w Krośniewicach wpadam w poślizg na rondzie. Koło przednie uciekło, w ostatniej chwili podpieram nogą, od razu odrzuca mi ją do tyłu, ale przyczepność odzyskana. Od tego momentu jadę już spokojnie bez szarżowania.
 
 
     
Sh3vier 
Ksywa:Misiek


Motocykl: Niemiecki
Wiek: 27
Dołączył: 11 Kwi 2011
Posty: 39
Skąd: Wałcz
Wysłany: 2012-07-29, 14:00   

Kolego cos Ci sie psuje. Zmien przegladarke na firefoxa, i po sprawie, o :-)
 
 
     
bery125 


Motocykl: WR 250
Pomógł: 4 razy
Dołączył: 22 Gru 2008
Posty: 262
Skąd: Kraków
Wysłany: 2012-07-30, 00:37   

Tak było - piknie John :piwo:
 
     
kosior30 
Klubowicz
Łysy JWP


Motocykl: MZ ETZ 250e '87
Pomógł: 137 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Maj 2009
Posty: 6935
Skąd: Żyrardów
Wysłany: 2012-07-30, 00:39   

Johny, przez Żyrardów jechaliście i nawet nie dałeś halo, żeby pionę przybić? :evil: Gniewam się :P Choć i tak jako pierwszy lajkuję ;) :piwo: Relacja taka, że aż pozazdrościłem wyprawy ;)
_________________
Motor to masz w pralce! ||| "Prawdziwy facet poci się olejem, jak rozdzielacz w Bizonie" :) ||| Spirit: "Jak odpalisz moją MZtę jestem twój"
"Jawa is made for repairing, MZ is made for riding"
"Smutne jest to, że wy, Polacy macie taki problem z alkoholem"
 
 
     
jaroquest 


Motocykl: ETZ 251 oraz ETZ 250
Pomógł: 2 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Mar 2010
Posty: 372
Skąd: Zawiercie
Wysłany: 2012-07-31, 15:16   

Cytat:
Nagle MZtka Reapera postawiona na gorącej papie, kładzie się na prawy bok. „Stój, nie podnoś, zdjęcie zrobimy”. Dobrze że następna stała dalej bo by poleciały wszystkie jak domino.


Fotki obrazujace sytuacje:





 
 
     
gary 
motórzysta


Motocykl: MZ ETZ 250
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 14 Mar 2012
Posty: 45
Skąd: ok. Bielska-Białej
Wysłany: 2012-08-01, 12:40   

Zacna wyprawa jak i relacja - czekamy na foto :piwo:
John, nie natkneliście się przypadkiem w Bieszczadach na tych oto wędrowców http://www.nowiny24.pl/ap...YKA02/120309927 :?:
_________________
MZ ETZ 250 88'

- No, to za bezpieczny weekend, Władziu!?
- Za bezpieczny...
 
 
     
John 


Motocykl: MZ, XX. WR
Pomógł: 8 razy
Wiek: 34
Dołączył: 02 Maj 2009
Posty: 1273
Skąd: Sierpc/Bydgoszcz
Wysłany: 2012-08-01, 14:09   

gary, my nic wspólnego z tym osiołkiem nie mamy :razz:
A foto już prawie prawie, musiałem ułożyć w kolejności ok 1000szt zdjęć, bo robione były dwoma aparatami.
 
     
Krycha 
Grupa Podlasie


Motocykl: Brak
Pomógł: 15 razy
Wiek: 33
Dołączył: 09 Gru 2007
Posty: 1290
Skąd: Brańsk
Wysłany: 2012-08-01, 15:36   

Cytat:
Trzy lata temu dotarli do Polski. W kujawsko – pomorskim ktoś zastrzelił im jednego osła

Cytat:
ktoś zabił im jednego osła, a później zostali okradzeni przez bandę pijaków.


Tu jest Polska :twisted:
_________________
http://www.youtube.com/watch?v=ptcEkErrM1g
"Max w obrotomierzu, pot leci po kołnierzu"


" ZaKrystian, powiedz mi, ile Jawa pali Ci?"
 
     
John 


Motocykl: MZ, XX. WR
Pomógł: 8 razy
Wiek: 34
Dołączył: 02 Maj 2009
Posty: 1273
Skąd: Sierpc/Bydgoszcz
Wysłany: 2012-08-01, 23:37   

Chłopaki ale nikt nie przypomniał że nie opisałem wiszącego mostu w Dwerniczku, na którym to Reaper się fotografował.

A tak po cichu mogę wam powiedzieć że fotki już są :!: w galerii poniżej :wink:
 
     
gary 
motórzysta


Motocykl: MZ ETZ 250
Pomógł: 1 raz
Dołączył: 14 Mar 2012
Posty: 45
Skąd: ok. Bielska-Białej
Wysłany: 2012-08-01, 23:57   

Cytat:
gary, my nic wspólnego z tym osiołkiem nie mamy

A ja owszem, widziałem ich :mrgreen:
_________________
MZ ETZ 250 88'

- No, to za bezpieczny weekend, Władziu!?
- Za bezpieczny...
 
 
     
hektor 
Tiger Junior


Motocykl: ETZ250 SHLM17 DL1000
Pomógł: 17 razy
Wiek: 28
Dołączył: 25 Sty 2011
Posty: 1559
Skąd: Miechów ok. Krakowa
Wysłany: 2012-08-02, 16:43   

John, Ty to powinieneś w jakiejś gazecie pracować :piwo:
_________________
"Z naszych danych wynika, że zdobyć serce kobiety jest stosunkowo prosto. Zaczynamy od nacięcia wzdłuż linii mostka..."

"Co tu dużo gadać mądrze, kiedy sperma kipi w jądrze" :D

https://picasaweb.google.com/hecktor2
 
 
     
jaroquest 


Motocykl: ETZ 251 oraz ETZ 250
Pomógł: 2 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Mar 2010
Posty: 372
Skąd: Zawiercie
Wysłany: 2021-07-12, 23:22   

Co do pamiętnego opuszczonego ośrodka w Kozubniku.
Otóż okazuje się ,że ruiny pomału wstają z kolan, ostanio znalazł się inwestor który odbudowywuję ośrodek.

https://bielskobiala.naszemiasto.pl/beskidy-kozubnik-slynny-prl-owski-osrodek-wstaje-z-ruin/ar/c1-7298401
 
 
     
mczmok 
Na 2 kołach od 1984


Motocykl: etz 250
Pomógł: 15 razy
Wiek: 50
Dołączył: 09 Kwi 2007
Posty: 1809
Skąd: śląskie-Radzionków
Wysłany: 2021-07-12, 23:40   

No byliśmy tam w zeszłym roku na początku rajdu wokół Polski. Ktoś nieźle odbudowuje te ruiny.
_________________

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Copyright © 2004-2015 MZ KLUB POLSKA
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 14