Podepnę się pod temat i przedstawię moją historię z malowaniem ETZ'tki bo już siły nie mam. Wiadomo, że ja jak każdy który pragnie odrestaurować motor pragnie to zrobić jak najlepiej i aby żywotność była jak najdłuższa. Tak więc postanowiłem pomalować proszkowo w zakładzie całą MZ każdy element oprócz baku boczków i błotnika na które sam postanowiłem nałożyć lakier. Ale wracając do żywotności i odporności na korozje nigdy nie wiadomo co kto jak malował przed nami tak więc zrobiłem zakupy. Na zakupach pierwszych zakupiłem środek do usuwania powłok lakierniczych Scansol czy coś podobnego. Jak w instrukcji pisało posmarować powierzchnie i położyć na słońcu.. Jednak szału nie było trochę to poodłaziło (kilka warstw) ale nie do końca. oblukałem na necie i wylukałem szczotkę na wiertarkę, która była zakończona żyłkami, czyli ściągała lakier lecz nie rysowała blachy. Czekało mnie kilka niespodzianek w postaci szpachlowania ktoś ładnie nią

się przejechał w rezultacie wgniecenie konkretne czyli szpachlowanko, ale zanim zaczęło się szpachlowanie wszystko przejechałem podkładem epoksydowym (antykorozyjny). Po nim zaraz szpachla i rzeźbimy aby to miało ręce i nogi. Jak już wszystko się ładnie ułożyło czas na podkład... matowienie .. baza .. klar.. polerka i tu bum było kilka śmieci i po przepolerowaniu odpadły i pozostały takie dziurki, strasznie to wyglądało więc zmatowiłem wszystko i znów przemalowałem ale tym razem ofoliowałem garaż przed śmiećmi na bazie. Wszystko skończyło się dobrze i ładnie to wyglądało lecz ja głupi miałem jakiś chinstki korek do baku nie wiadomo od czego i wylewało się po trochę wachy troszkę i wyszły mi obok korka bańki po prostu. No oczywiście pełne wkurw... ale cóż lakierujemy znów to już 3ci raz mogłem polakierowac sam bak i spokój ale spodobał mi się najciemniejszy czarny czyli 366 ale dodałem do niego sporo opiłków czyli mega efekt

Najpierw zmatowiłem bez podkładu 800'tką te 3 elementu i położyłem bazę a tu niespodzianie jakisz szaja wyskakuje pajęczynki jakieś masakraa. Więc dzwonie do kuzyna lakiernika aby podbił i zobaczył co jest a on mi na to, że jak malowałem drugi raz to musiałem kupić jakiś

lakier i trzeba zapodkładować znów bo lakier do lakieru nie chwycie tamtego to spoko. Zapodkładowałem wszystko bak również i jadę bazą boczki ok błotnik ok a na baku znów pajęczynki przeyebka. Znów konsultacja z kuzynem i on do mnie, że musiałem zczyścić podkład do tego własnie lakieru miejscami i znów powtarza się historia to biorę dziś jak już wszystko wyschło matowie te miejsca pajęczynki w celu zaczyszczenie i przepodkładować podkładem w sparay'u miejscowo. Podkładuje i patrze na na podkąłdzie tez pajęczynki przematawiam to i jakie to takie dziwne ani równie ani nic. jak matowimy to powstają takie jakby słoje patrze przejechałem paznokciem a to odchodzi wąłsnie ten

lakier co był zły i ręce opadają co robić?