» SZUKAJ
» FAQ
» ALBUM
» UŻYTKOWNICY
» REJESTRACJA
» REGULAMIN




Poprzedni temat «» Następny temat
Rometem dookoła Hiszpanii 2016
Autor Wiadomość
elektryk111 
agroturysta


Motocykl: etz251
Pomógł: 7 razy
Wiek: 41
Dołączył: 04 Mar 2014
Posty: 309
Skąd: okolica zawiercia
Wysłany: 2016-10-18, 21:57   Rometem dookoła Hiszpanii 2016

Jako że powoli dalekie wyjazdy stają się dla mnie nałogiem(oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu :wink: )to i w tym roku również postanowiłem zbadać kawałek europy.
A Hiszpania jest całkiem sporym kawałkiem europy,szczególnie że po drodze są Czehy niemcy,austria,szwaicaria,italia i francja a po drodze jest również Porugalia :smile: .
Tak się złożyło,że dostałem trzy tygodnie urlopu więc nie zastanawiałem sie długo.
Tym razem w odróżnieniu od poprzednich wypraw pojechałem nie na MZ ale na Romecie z150,ze względu na to że koszty paliwa przy tej odległości mają już duże znaczenie(ponad 9 tys kilometrów)oraz to że miała to być wyprawa na dwa motory i dymiąca MZ nijak nie zgrywała by się z czterosuwową hondą.
Dlatego już na wiosnę kupiłem zdezelowanego rometa i dzięki użytkownikom forum rometa rozwiązałem kilka z nim problemów technicznych.
Cały temat o wyprawie znajduje się w linku podanym poniżej.
Jeśli ktoś z was nie chce czytać całego tematu to może od razu przejść do trzeciej podstrony tego tematu i tam znajdzie całą fotorelację.
Zapraszam do oglądania :piwo:
http://romet125-forum.pl/...php?f=15&t=5594
_________________
Tam gdzie kończy się rozsądek,zaczyna się pasja.
http://www.youtube.com/watch?v=XPfiy1xPUzs
https://www.youtube.com/w...Q?v=oZr1cxPYP-A
http://www.youtube.com/watch?v=Ouf151l7mSs
https://www.youtube.com/watch?v=bz5UCRluJnY
Ostatnio zmieniony przez elektryk111 2016-10-19, 00:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Adax 
DODAJ GAZU NA WIRAZU


Motocykl: etz 250 1988r.
Pomógł: 22 razy
Wiek: 42
Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 824
Skąd: Międzychód
Wysłany: 2016-10-18, 22:11   

Brzmi fajnie, ale ci co nie mają tam konta, za wiele sobie nie poczytają. :P
_________________
Najlepsza na świecie jest jazda na ETZ-cie!
=================================================
MZ ES 250/1-1966r / MZ ETZ 250-1988r(obecnie w wersji 300, boost port, 5 canal by INTR) / MuZ Skorpion Traveller - 1996r
 
     
elektryk111 
agroturysta


Motocykl: etz251
Pomógł: 7 razy
Wiek: 41
Dołączył: 04 Mar 2014
Posty: 309
Skąd: okolica zawiercia
Wysłany: 2016-10-18, 22:25   

Będę musiał skopiować i przenieść tutaj całość fotorelacji.
Może to zająć trochę czasu bo tam nie można edytować postów i nie ma dostępu do "surowej" treści postu z adresami do zdjęć,i będę musiał kopiować adres każdego zdjęcia bezpośrednio z pikasy i wklejać między treść. :sad:
Nawet nie zauważyłem tego że niezalogowani nie mają dostępu. Pewnie dlatego że sam jestem tam automatycznie zalogowywany.
_________________
Tam gdzie kończy się rozsądek,zaczyna się pasja.
http://www.youtube.com/watch?v=XPfiy1xPUzs
https://www.youtube.com/w...Q?v=oZr1cxPYP-A
http://www.youtube.com/watch?v=Ouf151l7mSs
https://www.youtube.com/watch?v=bz5UCRluJnY
 
     
Adax 
DODAJ GAZU NA WIRAZU


Motocykl: etz 250 1988r.
Pomógł: 22 razy
Wiek: 42
Dołączył: 09 Maj 2010
Posty: 824
Skąd: Międzychód
Wysłany: 2016-10-18, 22:34   

Tak zrób! :ok2: Już się nie mogę doczekać!
_________________
Najlepsza na świecie jest jazda na ETZ-cie!
=================================================
MZ ES 250/1-1966r / MZ ETZ 250-1988r(obecnie w wersji 300, boost port, 5 canal by INTR) / MuZ Skorpion Traveller - 1996r
 
     
elektryk111 
agroturysta


Motocykl: etz251
Pomógł: 7 razy
Wiek: 41
Dołączył: 04 Mar 2014
Posty: 309
Skąd: okolica zawiercia
Wysłany: 2016-10-19, 00:08   

Wyjechaliśmy w sobotę zTripixem.Ja na romecie z150 z Zawiercia a Tripix z Warszawy jadąc na hondzie cb250 z początku lat dziewięćdziesiątych.
Z godnie z telefonicznymi ustaleniami mieliśmy spotkać się przed wieczorem gdzieś po drodze.
Nastawiłem gps na jakąś czeską miejscowość na południowym zachodzie tego kraju i obładowanym po brzegi rometem w padającym jak na złość deszczu oddalałem się od swojego domu,gminy,powiatu i województwa,aż po wielu godzinach dojechałem do granicy z republiką czeską.Wymieniłem złotówki na euro i trochę koron czeskich i już byłem za granicą :)
Pierwsze co zwróciło moją uwagę to były przydrożne drzewa,którymi były czereśnie,jabłonki,śliwy czy gruszki.
Było ich całe mnóstwo i jako że akurat był sezon na czereśnie to gałęzie niektórych lekko czerwieniły i różowiły się od pęków soczystych owoców.
Przed zatrzymaniem sie i najedzeniem do syta :P nie odstraszyła mnie nawet myśl że są codziennie odymiane przez przejeżdżające samochody.
Zresztą te kupowane w sklepie również są faszerowane nawet kilkanaście razy pestycydami,fungicydami i herbicydami. :-\



Chociaż nie znam jeszcze żadnego czecha to już ich lubię :)
Zdjęcia akurat z drogi powrotnej,ale zapewniam że w drodze do hiszpanii przydrożne drzewa wyglądały tak samo. ;)

W małym miasteczku niedaleko miejscowości Tabor natknąłem się na kontrolę policji,i oczywiście zacząłem zastanawiać się czy aby nie przekroczyłem predkości ???


Policjant w miarę zbliżania się dziwnie "schudł" :o

I znikł ;D
Już było dość późno, gdy zdołaliśmy odnaleźć się z Tripix-em i od razu zaczęliśmy szukać hotelu(krzaków) :) )

Tripix okazał się bardzo koleżeńskim gościem bo pomyślał o browarze dla siebie i dla mnie.Niestety nie miałem się czym odwdzięczyć ::)
Rano obudziłem się trochę połamany bo mój kocyk okazał się trochę za cienki na czeski klimat i obiecałem sobie że przy najbliższej okazji kupię jakiś śpiwór.
Kilkaset metrów biegu po trawie pokrytej poranną rosą sprawiło że krew zaczęła krążyć w żyłach i po spakowaniu mwszystkiego mogliśmy jechać dalej.
W czeskim lidlu jakby na zawołanie były w"Promocji" śpiwory więc jeden problem miałem z głowy.

Ciekoladowe rurki Jemne peciwo to je to co tygryski lubią najbardziej na śniadanie. ;D

Przed nami były Niemcy i szybkie autostrady(żeby jak najszybciej dojechać do podnóża alp i mieć dobry punkt startowy do przejechania ich następnego dnia).
Praktycznie cały dzień to było odkręcanie manety do oporu i podziwianie barierek energochłonnych i dźwiękochłonnych.Dopiero późnym popołudniem los rzucił nas na trochę węższe i bardziej kręte dróżki prowadzące w stronę Austrii i majaczących w oddali ośnieżonych szczytów,których widok wzbudzał we mnie ciekawość a jednocześnie napawał lękiem.

Wjeżdżamy w Alpy
Poszukiwania noclegu nie były już takie proste jak w Czechach bo teren zrobił się pagórkowato-górzysty i większość w miarę równego terenu było zagospodarowane przez prywatnych właścicieli,a na stromych i trudno dostępnych miejscach nie było by ani bezpiecznie ani wygodnie.W końcu Tripixowi udało się wypatrzeć fajne miejsce na wzniesieniu pod lasem pierwszy zaparkował tam hondę.Pech sprawił jednak że stopki obsunęły się i honda legła na lewą stronę,łamiąc pod własnym ciężarem rączkę od sprzęgła. :-\
Dźwignia sprzęgła wydawała się być bardzo podobną do dźwigni rometowskiej,a byłem pewny że mam taką w zapasie,więc pocieszyłem Tripixa że wymienimy ją rano(już zapadał zmierzch) i pojedziemy dalej,więc pełni wiary w jutro układaliśmy się do spania na przedgórzu alp.
W nocy przelotnie padało a rano zacząęło padać na dobre.Poszukiwania wajchy wśród innych rometowskich części i góry szpargałów zakończyły się niepowodzeniem.Okazało się że owszem zabrałem zapasową wajchę,ale to była wajcha od MZ a nie od rometa i nie pasowała zupełnie.Pomóc mógł jedymie zakład mechaniczny lub ślusarz,który mógłby przerobić wajchę.Pospinaliśmy złamaną dźwignie opaskami i choć ciągle odpadała to jechaliśmy w poszukiwaniu mechanika.Na skrzyżowaniu honda zaczęła gasnąć i w końcu zatrzymaliśmy się pod jakimś zakładem lakierniczym(zamkniętym)w nadziei że w okolicy znajdziemy pomoc.Ja poszedłem w jedną stronę a Tripix w drugą i okazało sie że jest bliziutko zakład mechaniczny remontujący wózki widłowe.Mimo że honda nie przypominała wózka to widocznie widok umokniętych turystów z Polski wzbudził w mechanikach litość i jeden z nich zajął się pomjarami i piłowaniem emzetowskiej wajchy.
Po godzinie wszystko było zrobione,zapłacone i mogliśmy ruszyć dalej w deszczową krainę alp w nadziei że uda się ją przejechać za dnia i że ten deszcz w końcu kiedyś ustanie.
Niedługo niebo nad górami zaczęło się przejaśniac a deszcz osłabł by po godzinie zaniknąć zupełnie.

Można było w końcu poczuć się jak turysta i podziwiać górskie szczyty pokryte czapami śniegu i cieszyć górskimi serpentynami.






Powolutku góry zostają z tyłu wjechaliśmy do Italii.Niekończące się korki w turystycznych miejscowościach.


Taki słup na pewno nie szpeci okolicy :)



I znowu góry.

Francuskie zakrety są the best :)

Ślady po motocyklowych stopkach i podwoziach samochodów "ścinających zakręt"
Takich zakrętów było we francji całe setki.


Murowane drogi.


Romet z150 >:D

Niceiska plaża przy promenadzie,po której jeździła "kosiarka allacha"

:lol:


Wjazd do samozwańczego "rodzinnego"państwa.

Ciekawe co to za roślinki.Prezentowały się rewelacyjnie na tle tego nieba.
W każdym razie spało mi się w ich pobliżu rewelacyjnie. :wink:

Nareszcie w Hiszpanii


W trakcie zakupów w pierwszym napotkanym hipermarkecie natknąłem się na stoisko degustacyjne win jakiegoś producenta win.Można było do woli degustować(gratis :) ),co skwapliwie wykorzystało małżeństwo polaków,którzy akurat tam się znaleźli.Sam pewnie nie byłbym lepszy gdyby nie pobrzękujące w kieszeni kluczyki do rometa. :) (W hiszpanii dozwolone jest 0,50 promila) Smakowo nawet niezłe te winka.
_________________
Tam gdzie kończy się rozsądek,zaczyna się pasja.
http://www.youtube.com/watch?v=XPfiy1xPUzs
https://www.youtube.com/w...Q?v=oZr1cxPYP-A
http://www.youtube.com/watch?v=Ouf151l7mSs
https://www.youtube.com/watch?v=bz5UCRluJnY
Ostatnio zmieniony przez elektryk111 2016-11-01, 13:14, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Reich 
Jawer's back


Motocykl: ETZ 250
Pomógł: 24 razy
Wiek: 28
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 1494
Skąd: Sieradz
Wysłany: 2016-10-19, 16:33   

Fioletowe krzaczki na polu to lawenda :smile:
Czekam na jeszcze :piwo:
_________________
Wino, konserwy, muzyka bez przerwy heavy

Strachliwi zostali w domu, słabi zginęli po drodze, przetrwali eMZeciarze.

Gdzie kończy się asfalt, zaczyna się przygoda.
 
 
     
Dodek 
...

Motocykl: f4i
Pomógł: 88 razy
Wiek: 21
Dołączył: 31 Lip 2011
Posty: 2087
Skąd: Tsa
Wysłany: 2016-10-19, 17:02   

Super relacja tez czekam
_________________
250 -> 900 ->650->600
 
     
wojtek.mz 
Ekipa PMI


Motocykl: MZ
Pomógł: 83 razy
Wiek: 44
Dołączył: 14 Gru 2010
Posty: 2738
Skąd: powiat PMI
Wysłany: 2016-10-19, 22:04   

elektryk111, :piwo: :piwo: :piwo: :piwo: :piwo: :piwo: :piwo:
_________________
ES 250/2-1970r,ETZ 250-1989r MILICYJNA, ETZ 250-1981r, ETZ 250-1984r GESPANN, ETZ 250-1988r, ETZ 150-1989r teraz 125, SKORPION TOUR-1996r
 
     
elektryk111 
agroturysta


Motocykl: etz251
Pomógł: 7 razy
Wiek: 41
Dołączył: 04 Mar 2014
Posty: 309
Skąd: okolica zawiercia
Wysłany: 2016-11-01, 13:19   



Plantacje ryżu były bardzo częstym widokiem na terenie włoch francji i północnej hiszpanii.





Ekstremalne zwężenie drogi tylko dla pieszych(no i dla motocykli oczywiście :wink: )



Hiszpańskie szutry dają najlepszą zadymę z tyłu :razz: (żałuję że nie dało się jej pokazać)




Po wjechaniu do Hiszpanii zacząłem też poszukiwać jakiegoś miejsca gdzie mógłbym kupić kartę sim z dostępem do internetu,bo planowałem być w w tym kraju przez około tydzień.
Przy okazji zakupów w hipermarkecie natknąłem się na na kilka punktów obsługi klienta różnych sieci komórkowych i po kilku pytaniach o cenę zdecydowałem że najlepsza będzie ofert sieci vodafone.Pan z obsługi oczywiście zainkasował 20 Euro i podał mi opakowanie z kartą.Grzecznie poprosiłem żeby pomógł mi zainstalować ją w moim telefonie.Pan oczywiście się zgodził karta w parę chwil znalazła się na swoim miejscu,ale po paru minutach ustawiania opcji o których mi się nawet nie śniło że takie są pan siląc się na udawanie zmartwionej miny oddał mi telefon twierdząc że najprawdopodobniej jest zepsuty.Wydawało mi się to co najmniej dziwne bo w drugim slocie tego telefonu miałem kartę polskiego operatora z której miałem działający internet(drogi)
Jako że zapobiegliwie wziąłem na wyprawę drugi telefon(taki sam)to zaproponowałem że przyniosę go i może tamten zadziała.
Po pół godziny okazało sie że albo ten drugi również jest zepsuty,albo nie są kompatybilne z siecią vodafone :???: .
I tym sposobem zostałem właścicielem karty,która nie działa,a której nawet wyrzucić nie można bo była na mnie zarejestrowana i gdyby ją znalazł jakiś terrorysta to by mógł ją wykorzystać w niecnym celu.
Z tego wszystkiego odłożyłem poszukiwania karty na później i zacząłem intensywnie myśleć o tym gdzie kupić łańcuch do mojego rometa,bo pomimo tego że na co drugim ogniwku był napis DID to po przejechaniu niewiele ponad 2 tysięcy kilometrów rozciągnął się tak,że zakres regulacji naciągu był już bliski zeru. :evil:
W napotkanym przy drodze dużym sklepie były dostępne tylko kompletne zestawy z zębatkami za jakieś kosmiczne sumy wyrażone w euro,a mnie spokojnie urzadzał by sam łańcuch(byle by nie był to DID :sad: )
Postanowiłem że muszę kupić ten łańcuch w dużym mieście Barcelona do którego akurat się zbliżałem.

Zwróćcie uwagę na kolor drzewa.Czyżby drzewo lawendowe? :lol:

W międzyczasie dostałem sms od tripxa który zdecydował wcześniej że pojedzie troszkę inną trasą,że będzie wracał do polski w związku z ważną sprawą rodzinną,więc cóż było robić,musiałem jechać dalej sam.
Poszukiwania łańcucha zacząłem od znalezienia kafejki internetowej(locutorio) i wyszukania adresów sklepów które mają taki łańcuch w ofercie.
Adresy oczywiście szybko się znalazły.Jeszcze tylko trzeba było do nich dojechać :smile:
Nie było to takie proste,bo prawie wszystkie ulice w tym mieście są jednokierunkowe i maksymalnie zakorkowane,tak że zanim odnalazłem mój upragniony łańcuch to upłynęło co najmniej dwie godziny wypełnione jeżdżeniem w kółko po mieście :evil:
W końcu jednak się to udało i mimo że sklep był chwilowo oficjalnie zamknięty(popołudniowa siesta)to widok dobijającego się do szklanych,sklepowych drzwi polaka sprawił że mi otworzono i za cenę tylko 47 euro stałem się szczęśliwym posiadaczem łańcucha i maleńkiej rozkuwarki.

Po poszukiwaniu łańcucha jadę na miejską plażę troszeczkę się odświeżyć.Korki mają tą zaletę że można znaleźć czas na zrobienie zdjęcia.Na tym zalety korków się kończą :smile:
Plażowanie trochę mi się przeciągnęło,i z barcelony wyjechałem już w nocy.Nocleg znalazłem przy drodze w lasku.Rano okazało się że namiot stał akurat na ścieżce którą ludzie z pobliskiego osiedla chodzą na przystanek autobusowy :)

Jedna z setek napotkanych ślepych dróg dojazdowych do jakiejś prywatnej hacjendy.



Dawne żarna do mielenia zboża.Te koła mają średnicę około 1,5 metra.

I coś dla dociekliwych :)







Prawie jak na MIAMI :smile:

Bez nawadniania zboża mają tutaj marne szanse na wzrost.





:lol:



Miami-plaża :lol:

Każdy w miarę płaski kawałek ziemi wykorzystywany jest pod uprawę roślin.

Pewnie to cytryny albo pomarańcze.

Żaren w formie pomników po drodze było całe dziesiątki.



Tak żyć na emeryturze.Ech. :)





Sępy krążące nad plażą :smile:

To chyba nie pornografia? ;)



Żadna woda się na południu hiszpanii nie może zmarnować.

Pomarańcze jeszcze zieloniutkie.
[img]https://lh3.googleusercontent.com/-u88Q2NhMUJpjQYi1_XyT6x_rLo3FCywiHYmI59uxUvQbnYvMsgHqPaD8r3d9bx-MUyFsoztNFXG-w=w1280-h800-no[img]
Którędy na Gibraltar?



Nienawadniany sztucznie owies.







Przy smrodliwych,ogromnych świniarniach zauważyłem kojce dla loch z młodymi zrobione z wygiętej blachy falistej obsypanej następnie ziemią.Zwieżęta mają w ten sposób cień i swobodny przepływ świeżego powietrza.







Totalne pustkowia ciągnęły się setkami kilometrów.Co godzinę lub dwie miałem przyjemność zobaczyć jakiś inny motocykl lub samochód.


W regionie andaluzji szklarnie ciągnęły się przez dziesiątki kilometrów.Jak okiem sięgnąć same namioty szklarniowe.A tu zbliżał się wieczór i potrzebny był kawałek ustronnego miejsca pod namiot.

Znalazłem je dopiero w górach na nieczynnym zjeździe z innej drogi.






W doniczce mam trochę mniejsze. :)



Akwedukt.

I jego opis.

Coraz bliżej gibraltaru.






Dojechałem do Gibraltaru natrudniejsze było jednak zaparkowanie bo wszystkie drogi były zakorkowane a parkingi nie dość ze płatne to jeszcze zapełnione samochodami.Gdyby nie to że motorkiem dało się jeździć między zakorkowanymi puszkami to spędziłbym w korkach kilka godzin,a tak po pół godziny jazdy w kółko znalazłem wreszcie darmowe miejsce przed jakimś hotelem przy chodniku.Jako że było to co najmniej 5 kilometrów od celu jakim była góra na gibraltarze to cały bagaż przykryłem płótnem, pospinałem gumami żeby nikogo nie kusiło do złego i szybkim krokiem poszedłem pozwiedzać.

Powierzchnia lotniskowego pasa startowego przez który trzeba przejść w drodze do podnóża góry.

Góra gibraltar.

Wjazd na górę kosztował krocie,więc nie zastanawiając się wybrałem ścieżkę zdrowia ^-^


Szeryf gibraltaru pozwolił zrobić zdjęcie swojego domu.

Jedną z atrakcji na górze jest rodzina oswojonych makaków(to te stworzenia przy sznurze),które biegają pomiędzy turystami,czasami podkradając jedzenie,lub popisując się akrobacjami.


Bardzo przyjemnie upływał czas,i pewnie spędził bym w towarzystwie makaków całą godzinę.ale spostrzegłem że nie mam przy sobie swojego kasku.Co gorsza nie mogłem sobie przypomnieć gdzie ja go ostatnio trzymałem/widziałem.Wiedziałem tylko jedno.że powinienem szybko zapierniczać na poszukiwania.Z początku sądziłem że zostawiłem go w pomieszczeniu na granicy hiszpańsko-brytyjskiej(gibraltarskiej)gdzie byłem legitymowany przez celników,jednak w miarę upływu czasu coraz pewniejszy byłem że go zostawiłem....na lusterku rometa :-\ .
Przebierałem nogami w expresowym tempie,licząc że może jakimś cudem jeszcze jest tam gdzie go zostawiłem.
Po godzinie marszobiegu dotarłem wreszcie na miejsce,i już wiedziałem że będę musiał sobie kupić drugi kask.
W hotelu oczywiście nikt nic nie widział,więc nie zastanawiając się długo spiąłem poślady i poszedłem w stronę centrum w poszukiwaniu sklepu z kaskami :-[
Nie mogłem sam niczego znaleźć więc pytałem przechodniów.W końcu para młodych ludzi stwierdziła że jest jeden sklep gdzie będę mógł kupić kask i nawet zaproponowali mi że pójdą mi pokazać gdzie tenże sklep jest.po jakimś kilometrze ukazał się moim oczom okazały sklep albo raczej salon motocyklowy w którym przez szybę widać było całe mnóstwo połyskujących kasków.
W całym tym nieszczęściu cieszyłem się że będę znowu szczęśliwym posiadaczem kasku,gdy okazało się że drzwi wejściowe są zakratowane a na kracie buja się spięty kłódką łańcuch.
Na domiar złego był to jedyny w tym mieście sklep dla motocyklistów więc jedynym wyjściem wydawało się udanie się na nogach z powrotem na gibraltar i tam poszukiwanie sklepu z kaskami.
Do centrum handlowego gibraltaru było pewnie z 5 kilometrów w jedną stronę,tak że jak później obliczałem to w tym dniu na nogach zrobiłem około 20 kilometrów z czego 3 były masakrycznie strome.(wystarczy spojrzeć na zdjęcie góry gibraltar i włączyć wyobraźnię)
Gdy wreszcie dotarłem z moim nowym kaskiem do rometa,to miałem dość tego całego gibraltaru. >:(
Wsiadłem na rometa i pognałem w stronę portugalii i miejsca pod namiot by odpocząć.

CDN....
_________________
Tam gdzie kończy się rozsądek,zaczyna się pasja.
http://www.youtube.com/watch?v=XPfiy1xPUzs
https://www.youtube.com/w...Q?v=oZr1cxPYP-A
http://www.youtube.com/watch?v=Ouf151l7mSs
https://www.youtube.com/watch?v=bz5UCRluJnY
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Copyright © 2004-2015 MZ KLUB POLSKA
Strona wygenerowana w 0.11 sekundy. Zapytań do SQL: 15