Na początek napisze, ze wkoncu udało mi sie poskładac jaskołeczke
I teraz pytanie czym ten "pożar" został spowodowany, zwarcie jakies czy co? Gdy odkręcałem kable to były one gorące ze ledwo mozna było je w rece trzymać. Wziałem się także za zlokalizowanie nadpalonego kabla, sciagłem przednią lampę ale niestety nie udało mi się go namierzyć. Namierzyłem natomiast, ze poluzowało się mocowanie masy do licznika, nie było ono odkrecone, tylko delikatnie popuszczone. Czy takie "popuszczenie" masy moze spowodować zwarcie i pożar w instalacji? Powiem wam jeszcze ze jako iż lubię mieć duze stęzenie adrenaliny, po dokreceniu masy postanowiłem podpiac akumulaotr i zobaczyc co sie bedzie działo. No i nie stało się nic, kontrolki zaczeły pieknie swiecic, motor zapalił za 1 razem ja zrobiłem pod wieczór cos koło 20 km i zero wczesniejszych objawów, zatrzymywałem się co chwilę zeby sprawdzic styki na akumulatorze czy znowu nie parzą ale wszystko było ok. Jesli ktoś z Was zna się dobrze na elektryce niech powie mi czym te moje atrakcje mogły zostac spowodowane, czyzy ta poluzowana masa mogła mi narobić tyle strachu?
